Nożyczki wędkarskie

Myśląc o kompletowaniu wędkarskiego ekwipunku, największą wagę przywiązujemy do wędzisk, liczymy łożyska w kołowrotkach, ilość splotów w plecionce czy płatki brokatu w coraz to nowych gumach…

Bardzo często na dalszy plan spychamy kluczowy element, jakim jest adekwatny do panujących warunków ubiór, a już czasem zupełnie zapominamy o takich drobiazgach jak szczypce. O nożyczkach to nikt nawet nie wspomni.

A właśnie o nożyczkach chciałem dzisiaj napisać kilka słów. Choć kosztują niewiele i zajmują jeszcze mniej miejsca, ich wartość zauważamy jak to zwykle bywa – kiedy ich zabraknie. W mojej kamizelce stałe miejsce mają niewielkie, składane nożyczki, oznaczone katalogowym symbolem 51–50–001. Są piekielnie ostre, a ząbkowane ostrza tak spasowane, że idealnie tną każdy rodzaj linki. Ostrza chowane są w „rękojeści”, dzięki czemu nie ryzykujemy uszkodzenia wnętrza kieszeni torby bądź kamizelki. Ich wielką zaletą jest konstrukcja umożliwiająca obsługę jedną dłonią, wystarczy przesunąć uchwyt kciukiem do wysunięcia lub schowania ostrza.

Rękojeść wykonana została z twardego plastiku, w jaskrawym, pomarańczowym kolorze, dzięki czemu łatwo odnajdziemy nożyczki odłożone zarówno w trawę, jak i w śniegu. Największą zaletą opisywanych nożyczek jest precyzja cięcia, szczególnie bardzo cienkich plecionek. Łowiąc pstrągi lub okonie, sięgam po linki o naprawdę niewielkiej średnicy. Bardzo często dowiązuję przypon z fluorocarbonu. Aby węzeł łączący obie linki nie zahaczał podczas rzutów o przelotki, niezbędne jest idealne przycięcie końcówek. Spróbujcie to zrobić zwykłymi nożyczkami: przycięcie węzła z fluorocarbonu i plecionki średnicy np. 0,04 mm. Przyznać się też Wam muszę, iż swego czasu wykonywałem samodzielnie przypony na bazie cienkiej, plecionej linki stalowej i choć opisywane nożyczki dedykowane są do żyłek i plecionek, nie byłbym sobą, gdybym testowanych przedmiotów nie „naraził” na przeciążenia większe, niż zalecane. Otóż nożyczkami ciąłem wspomniane stalowe plecionki o wytrzymałości 3, 6, 9 i 12 kg i nie dość, że cięcia były takie same jak w przypadku klasycznych plecionek, a więc równe i pozbawione poszarpanych końcówek, to w żadnym stopniu nie uległy one uszkodzeniu czy choćby stępieniu.

Kamil Zaczkiewicz TEAM DRAGON
fot. autor & Waldemar Ptak

TOP