Wędkarz dobrze spakowany

Każdy zapewne zna ten wędkarski rytuał, gdy to w dzień poprzedzający wyprawę przyjdzie zgromadzić i w coś spakować niezbędne akcesoria, zapasową odzież, prowiant i inne potrzebne drobiazgi.

Nie chcemy pominąć niczego, co może okazać się przydatne na łowisku; lecz tym sposobem ilość wędkarskiego bagażu stanowczo się zwiększa. Jeśli zamierzamy nie ruszać się z miejsca przez czas wędkowania, to pokaźny „mandżur” nie stanowi ani kłopotu w transporcie, ani problemu na łowisku.

Optymalny „mandżur”

Ale przecież łowiąc także metodą gruntową czy spławikową na dużej rzece, np. jaką jest moja Odra, możemy wędrować jej brzegiem w poszukiwaniu ciekawych miejsc. Więc nasze wędkowanie choćby gruntowe niekoniecznie oznacza stacjonarne. Sam już niejednokrotnie poszukiwałem sposobu, aby zarówno łowiąc stacjonarnie jak i będąc mobilnym nie obciążać się kilkoma torbami, ale jednocześnie mieć przy sobie potrzebne mi rzeczy. Optymalnym rozwiązaniem byłby w tym wypadku odpowiedniej wielkości plecak. Sprawdziłem i to rozwiązanie, „przerobiłem” kilka plecaków i w każdym z nich coś mi nie odpowiadało: a to szelki był zbyt wąskie i okropnie wrzynały się w ciało, to znowu miał zbyt małe kieszenie i przez to po jego spakowaniu zamki błyskawiczne nie wytrzymywały, albo materiał plecaka okazywał się za słaby przecierając się w kilku newralgicznych miejscach tylko po jednym sezonie intensywnego użytkowania.
Ale jakby wyprzedzając moje myśli, pewnego słonecznego dnia odezwał się mój telefon, a w słuchawce usłyszałem głos Pana Waldemara. Podczas rozmowy okazało się, że może wyposażyć mnie w jedną z nowości na ten sezon, którą miał być właśnie plecak. A właściwie to składane krzesełko z oparciem i dołączonym plecakiem. Już podczas naszej konwersacji nie omieszkałem zerknąć na 89 stronę katalogu.

Wahałem się

Przyznaję się dobrowolnie, że nie do końca byłem przekonany do tego rozwiązania. Po obejrzeniu plecaka w katalogu wydawało mi się, że niewiele uda mi się w nim zmieścić. Raptem butelka wody, jakieś kanapki i plecak będzie pękał w szwach. A rurki, z jakich wykonano krzesełko, wcześniej czy później zaczną się wyginać. Hm… I co robić?
A skoro na Pana Waldemara można liczyć, to już następnego dnia przesyłka była u mnie. Lecz wtedy przeżyłem pozytywny szok na widok gabarytów „plecakokrzesełka”. Kilka dni potem zabrałem go na pierwszą feederową zasiadkę i mogłem go niejako przetestować w boju - nie tylko sam plecak, ale również krzesełko.

Pakowność

Już samo zmieszczenie w plecaku niezbędnych mi na zasiadce akcesoriów oraz żywności okazało się niczym nadzwyczajnym, ponieważ główna komora plecaka jest bardzo pojemna. Spakowałem do niej duże pudło z gruntowymi akcesoriami (a w pudełku koszyczki, przypony, agrafki, haczyki, etc.), cieplejszą bluzę z kapturem i lekką kurtkę, dwie półtoralitrowe butelki wody mineralnej, prowiant na całodniową zasiadkę, sporą lustrzankę cyfrową z dodatkowym obiektywem i opakowanie zanęty Tactix. Główna komora zamykana jest ściągaczem jak w marynarskich workach, co pozwala bardziej „plastycznym” rzeczom jak odzież dopasować się do kształtu plecaka. Na klapie plecaka mamy do dyspozycji dwie kieszonki na zamek błyskawiczny - jedną na wierzchu plecaka, drugą tuż pod nią na froncie klapy, obie wręcz idealne na wszelakie drobiazgi, które chcemy mieć pod ręką. Dwie wysokie boczne kieszenie zostały genialnie zaprojektowane, bowiem ulokujemy w nich wszelakie podłużne przedmioty - tuba ze spławikami, spory nóż w etui czy zapasowe szczytówki do feedera, a jak się okazało zmieści się w nich również aż litrowy termos z kawą. Największa zewnętrzna kieszeń, która znajduje się na przodzie plecaka bez problemu zmieści jedno duże lub dwa średniej wielkości pudełka. Klapa plecaka zamyka się solidną zatrzaskową klamrą z regulacją, gdy spakowany plecak nieco nam „urośnie”. Z kolei, szerokie szelki świetnie rozkładają ciężar plecaka na barkach i umożliwiają jego wygodne przenoszenie. Istotną dla mnie rzeczą jest również maskujący, zielony kolor plecaka.

Krzesełko

Również krzesełko jest bardzo solidne, mimo że w katalogu wygląda może niepozornie. W odróżnieniu od innych tego typu i podobnych konstrukcji, jakie wyginały się już pode mną - osobą o posturze skoczka narciarskiego ważącym ledwie 60 kg, krzesełko dołączone do plecaka jest wykonane z mocnych, stalowych rurek, które utrzymają bez problemu znacznie większe gabaryty niż moje.
Elementami, o których nie można nie wspomnieć, a jakie są wielkim plusem tego krzesełka, to składane oparcie oraz podkładka termiczna na siedzisku mocowana na rzepy. Oparcie gwarantuje nam właściwą pozycję podczas siedzenia, przy której plecy są wyprostowane i nie bolą nawet po długich, kilkunastogodzinnych zasiadkach jakie mam w zwyczaju uskuteczniać. Podkładka mocowana na siedzisku zapewnia nie tylko komfort termiczny w chłodniejsze poranki; dzięki temu, że jest przyjemnie miękka po prostu można siedzieć wręcz bez końca. Krzesełko jest naprawdę wygodne i bardzo lekkie.


Razem lub osobno

Teraz możecie postawić pytanie, dlaczego zadałem sobie tyle trudu, aby opisać osobno zarówno sam plecak jak i krzesełko? Bowiem plecak jest zamocowany do dolnej części krzesełka za pomocą paskowych rzepów i w każdej chwili możemy go odpiąć i wykorzystywać także osobno podczas wędkarskich wypraw.
Po kilku gruntowych zasiadkach przyszedł również czas na sprawdzenie nowości podczas mobilnej wyprawy.
Na pierwszej z nich, gdy maszerowałem z delikatnym wędziskiem odległościowym wykorzystywałem plecak zgodnie z jego przeznaczeniem, czyli z zamocowanym do niego krzesełkiem. Wówczas jego oparcie w złożonej pozycji blokuje się na froncie plecaka, a rama krzesełka znajduje się przy jego tylnej ścianie, gdzie na wysokości dolnej części pleców zamieszczono mocny, odpinany klamrą pasek szerokości 38 mm. Jego zadaniem jest stabilizacja plecaka podczas marszu i odsunięcie konstrukcji od ciała, dzięki czemu m.in. uzyskuje się wentylację pleców podczas intensywnego marszu. Jednym słowem, gdy niosłem plecak z przymocowanym krzesełkiem nie miałem okropnie spoconych pleców, a kiedy chciałem usiąść i rozłożyłem krzesełko to plecak miałem tuż przed sobą, a dzięki temu dostęp do wszystkich kieszeni oraz wnętrza plecaka był niezwykle łatwy.
Dodatkową rzeczą, która działa na plus tej zgrabnej konstrukcji jest nieco większa długość tylnych nóżek krzesełka, która po złożeniu i oparciu całości np. o drzewo na błotnistym podłożu pozwala utrzymać plecak w czystości.
Na kolejnym mobilnym, lecz tym razem spinningowym wypadzie, kilka dodatkowych pudełek jakie zabrałem ze sztucznymi przynętami umieściłem w przedniej dużej kieszeni i dwóch bocznych. Chcąc mieć do nich nieco ułatwiony dostęp (aby co rusz nie musieć rozkładać oparcia krzesełka), postanowiłem odpiąć plecak, aby po zdjęciu go z pleców po prostu móc szybciej zapinać na agrafkę kolejne przynęty z poszczególnych pudełek. Krzesełko natomiast przenosiłem ręcznie, co przy jego niewielkich rozmiarach i wadze nie stanowiło żadnego problemu a zarazem nadmiernie nie obciążało nadgarstka podczas kilkukilometrowej marszruty brzegiem Odry. Jak się okazało wykorzystane również w ten sposób plecak i krzesełko zdały egzamin nad wodą.

O tej ciekawej konstrukcji mogę wypowiadać się w samych superlatywach. To dobrze zaprojektowany i wygodny plecak, mogący pomieścić naprawdę sporo w swym wnętrzu. Posiada również bonus w postaci zgrabnego, składanego krzesełka, na którym możemy złożyć swe „cztery litery”. Mówiąc krótko, jest godny polecenia zarówno wędkarzom gruntowo-spławikowym jak również zagorzałym spinningistom. Chyba nie muszę nikogo przekonywać jak duża to przyjemność, gdy zamiast twardego kamulca czy pnia powalonego drzewa, możemy usadowić się na wygodnym krzesełku. Tymczasem do naszych drzwi choć jeszcze nieśmiało, lecz jednak puka jesień, która zawsze oznacza dla mnie wiele kilometrów przedeptanych brzegami Odry ze spinningowym wędziskiem w dłoni. A moim nieodłączonym towarzyszem, oprócz kolegi po kiju, podczas tych wędrówek zostanie właśnie plecak z krzesełkiem.

Z wędkarskim pozdrowieniem
Sebastian Rej

TOP