Finezyjna maszynka dla wymagających – Team Dragon SL FD

Jak cudowne może być finezyjne i delikatne łowienie drapieżników na spinning wie chyba każdy, kto choć raz spróbował spinningowego połowu okoni bądź białorybu z użyciem sprzętu UL.

Jak w każdej dziedzinie, tak i w tej znajdą się tacy ludzie, którzy będą kręcić nosem – bo małe rybki; bo jak trafi się większa, to „polegniemy”; bo po co, jak można łowić „konkrety”?. Ja jednak od kilku już lat smakuję ultralightowego spinna i nie wyobrażam sobie choć kilku wypraw w roku, na których to łowię po prostu finezyjnie, będąc przy tym wielokroć skuteczniejszym od wędkarzy łowiących na ciężko. Przyjemność jaką czerpać możemy z bardzo lekkiego łowienia będzie tym większa, im lepiej dobierzemy sprzęt, którym to chcemy poławiać naszych „milusińskich”.
Od trzech sezonów z powodzeniem i z wielką przyjemnością użytkuję wędzisko Dragon z serii CXT o nazwie MS-X MicroSpecial 1,9 m c.w. 1-10g, które idealnie wpasowuje się w moją teorię „finezyjnego spinningu”. Wędka ma „na swoim” koncie niejednego pięknego „garbusa”, a oprócz tego niejeden szczupak na niej powalczył. Trafił się nawet „kolega z wąsem”, którego zdołała okiełznać, więc nie taki straszny UL - nawet dla większych ryb. Wędzisko do tej pory zestawiałem z kołowrotkami wielkości 1000-1500, które jednak niekoniecznie właściwie je wyważały, będąc po prostu za ciężkimi do tego delikatnego „patyczka”. Ktoś powie – przecież na rynku jest sporo kołowrotków bardzo lekkich, które doskonale się sprawdzą – tak, zgadza się, jednak te sprawdzone konstrukcje są z reguły bardzo drogie, a w związku z tym dla wielu z nas po prostu niedostępne.

Na szczęście sytuacja diametralnie odmieniła się z chwilą pojawienia się kołowrotka Team Dragon SL FD, który doskonale pod względem parametrów, a przede wszystkim swojej znikomej wagi, wpasowuje się w „ultralightowe spinningowe potyczki”. Pierwszy mój kontakt z nową maszynka miał miejsce podczas cyklicznych spotkań pod nazwą „Dni z Dragonem” w moim rodzinnym mieście. Już wtedy wiedziałem, że chcę mieć to „cacuszko” i nie musiałem długo czekać – po trzech dniach byłem szczęśliwym posiadaczem nowego SL–a wielkości 1500, ważącego zaledwie 161 g. Ową znikoma wagę uzyskano za sprawą węglowej konstrukcji korpusu i rotora (węgiel C6), które w żaden sposób nie straciły na sztywności czy też wytrzymałości. W środku maszynki drzemie 10 łożysk kulkowych ze stali nierdzewnej oraz jednokierunkowe łożysko walcowe zapewniające natychmiastową blokadę biegu wstecznego. Szpulę kołowrotka wykonano z duraluminium, co ma niebagatelny wpływ na lekkość całej konstrukcji. Uzupełnieniem całości jest główna przekładnia klasy HEG zapewniająca płynną, aksamitna pracę kołowrotka. Warto również zwrócić uwagę na rurkowy kabłąk o super twardej powierzchni oraz korbę wycinaną z duraluminium.

Całość konstrukcji w mojej opinii to mechaniczny i designerski majstersztyk. Ciemny, opalizujący korpus okraszony szarym zakończeniem, do tego korba w złotym kolorze zakończona korkowym uchwytem, złoto-czarna szpula; wszystko jest filigranowe i doskonale spasowane i po prostu powinno, a nawet wręcz musi się podobać. Patrząc na „maszynkę”, nie biorąc jej nawet do ręki wiemy, że mamy do czynienia ze sprzętem z bardzo wysokie jakości, a przecież cena opisywanego kołowrotka oscyluje w okolicach 450 zł, więc w mojej ocenie jest to maszynka ogólnodostępna.

Na pierwsze testy nad wodą nie musiałem długo czekać. Już po kilku dniach udałem się na spotkanie z „pasiastymi rozbójnikami” zestawiając kołowrotek z wędziskiem Dragon MS-X MicroSpecial 1,9 m c.w. 1-10 g, który był doskonale wyważony. Całość zestawu ważyła zaledwie 246 gramów, czyli o wiele mniej niż niektóre kołowrotki wielkości 2000-2500. Już ten sam fakt zachęcała do wielogodzinnego machania wędką, a praca zestawu - w tym kołowrotka - to już sama radość dla wędkarza i niesamowita lekkość. Początkowo na kołowrotek nawinąłem żyłkę Team Dragon Spinn o średnicy 0,16 mm, jednak na kilku wyjazdach maszynka popracowała także z plecionką Dragon Invisible Clear o średnicy 0.06 mm. Odległości rzutów uzyskiwane przynętami w przedziale micro-gramatury (3 – 10 g) była za każdym razem imponująca. Rzuty były przy tym wyjątkowo precyzyjne, co świadczy o doskonałej konstrukcji szpuli kołowrotka a w szczególności odpowiednim i optymalnym wyprofilowaniu jej krawędzi. Jeśli już mowa o szpuli, to wspomnę w tym miejscu, iż opisywana „maszynka” niezwykle precyzyjnie układa zarówno żyłkę jak i plecionkę na szpuli. Nie ma tu mowy o budowaniu jakiegoś stożka, a wszystkie pojedyncze nawoje linki precyzyjnie do siebie przylegają.
Na szczęście zarówno na pierwszym wyjeździe, jak i kolejnych okonie świetnie współpracowały, toteż udało się sprawdzić kołowrotek w prawdziwych bojach. Tu podkreślić należy, że w trakcie holu przekładnia pracuje niezwykle lekko i precyzyjnie, jednak prawdziwą perełką w kołowrotku jest hamulec, który nie dość, że niezwykle precyzyjny – startujący bez najmniejszych zacięć, to jeszcze wydaje bardzo charakterystyczny, miły dla ucha dźwięk „terkotki”, który cieszy jak żaden inny.
Kolejnym aspektem wartym podkreślenia jest fakt, iż kołowrotek wyposażono w bardzo dobrze działający zbijak kabłąka. Wisienką na torcie jest korkowy uchwyt korbki, który doskonale leży w dłoni. Podczas tych kilku miesięcy użytkowania, kołowrotek wyholował sporo przyzwoitych okoni i działał przy tym bez zarzutu. Pojawiło się też kilka „zębatych” przyłowów, z którymi świetnie dał sobie radę.
Z utęsknieniem czekam na pierwsze mrozy, nie tylko ze względu na to, że mam nadzieję, iż drapieżniki (w tym okonie) ruszą na wielki jesienny żer, ale przede wszystkim dlatego, iż zweryfikuje wówczas pracę kołowrotka w niskich temperaturach (o czym nie omieszkam również napisać kilku słów).
Z całą pewnością nowy Team Dragon SL FD1115i to maszynka stworzona do UL spinningu. Zapewniam, że kto raz weźmie ją do ręki- już jej nie chce oddać. Jest to kołowrotek, który niczym nie ustępuje konkurencji – drogiej konkurencji – będąc przy tym równie doskonałym. W załączeniu kilka fotek rybek wyholowanych nowym SL-em.

Z poważaniem
Łukasz Adamiak

TOP