Black Rock razy dwa

Zdecydowana większość opisów dotyczących serii wędzisk Dragon Black Rock II  moich kolegów znad wody mówi o wędziskach długich i dwuskładowych. Mnie zainteresowały monoblanki. Spotykając się z wędkarzami na wspólnych wypadach bądź podczas rozgrywania zawodów - tak zwanych towarzyskich - miałem okazję i możliwość trzymania w rękach sporo takich kijaszków, zarówno firmowych, seryjnych, jak i z pracowni.

Wędki z pracowni tanie nie są, więc wybrałem dla siebie model Black Rock II, a do tego kołowrotek o tej samej nazwie - Black Rock FD525i. Ten zestaw bardzo przypadł mi do gustu już podczas pierwszych wyjazdów. Jak pisałem w jednym z poprzednich wpisów - oprócz tego, że zwracam uwagę na walory użytkowe sprzętu, to również lubię łowić tym, co mi się podoba wizualnie.

Prezentację zacznę od wędziska: długość 1,98 m, ciężar wyrzutu od 3 do 18 gramów, akcja fast, waga 106 g, długość dolnika 22 cm. Jak wynika z opisu katalogowego - przeznaczony jest dla łowiących z łódki i miłośników małych rzeczek. Dla mnie to kij głównie do łowienia podczas brodzenia, ale często używałem go również do łowienia z brzegu, zwłaszcza przy stosowaniu jako wabika gumy, gdyż w mojej ocenie przy tej długości nadanie odpowiedniej pracy przynęcie jest dużo prostsze.

Kołowrotkiem dobranym do tej jednoczęściówki, jak już wyżej wspomniałem, jest Black Rock FD525i: waga 253 g, moc hamulca 6 kg, przełożenie 1:5,1 a pojemność szpuli 0,20 mm/275 m. Nawinąłem na niego plecionkę Team Dragon o średnicy 0,06 mm, co oznaczało w tym przypadku nawinięcie podkładu na szpulę. Dlaczego taki wybór? Metrowych szczupaków nie łowię, a w zdecydowanej większości ryb przeze mnie złowionych są klenie i okonie, więc grubszej plecionki stosować nie muszę.
Tym zestawem łowiłem od lutego. Spełnił wszystkie moje oczekiwania podczas wyjazdów nad małe rzeczki i nie tylko. Dno tych rzek usłane jest piaskowcami i łupkami, a te mają ostre krawędzie i choć plecionka wykazuje dużą wytrzymałość na uszkodzenia, to zawsze dodaję przypon z fluorocarbonu Shock Leader. Branie nawet małego okonka czuć wyraźnie, a przyznam, że zdarzało mi się schodzić z przynętami poniżej 3 gramów. Fakt, zasięg odległości rzutów trochę spadał, ale w tej sytuacji, przy brodzeniu bądź łowieniu w małych rzekach, nie miało to dla mnie znaczenia.

Zestaw sprawdził się świetnie w trakcie kilku przyłowów w postaci boleni i szczupaków, jednak okazy te nie należały do tych największych swoimi rozmiarami, więc nie miałem najmniejszych problemów z holem i podebraniem.
Moje próby poszukiwania królowej podkarpackich rzek, brzany, drugi rok spełzły na niczym. Liczyłem na choć jeden kontakt z rybą, która przetestowałaby moją wędkę w dość ekstremalny sposób. Cóż, czekam więc dalej i szukam brzan. Gatunek powoli odradza się w naszych łowiskach, więc jest iskierka nadziei na przyszłość. Przy okazji nadmienię, że złoto połączone z czernią to naprawdę niezły zestaw kolorów.

Grzegorz Bałchan

TOP