Moje ulubione kręcioły, czyli kołowrotki feederowe, których najczęściej używam.

Będąc w sklepach wędkarskich spotykam się z sytuacją, że przychodzący tam wędkarze uparcie poszukują do feedera kołowrotka, który musi być w taki sposób właśnie opisany przez producenta. Bez takiego napisu naniesionego na sprzęt, w ich uznaniu nie jest on dedykowany do tej techniki. Moim zdaniem to błąd. Czym w zasadzie różnić się ma kołowrotek do łowienia z podajnikiem od pozostałych kołowrotków ze stałą szpulą? Wszystkie z nich oparte są na tej samej zasadzie działania, mogą różnic się wielkością, pojemnością szpuli, ilością łożysk i jeszcze kilka innymi detalami. Do feedera używam pięciu modeli, z czego tylko 2 są dedykowane do feedera, a żeby było ciekawiej, to jeden z tych dwóch jest sygnowany dopiskiem „method feeder”. W tym artykule postaram się przybliżyć, czym kierowałem się wybierając akurat te modele, a także opiszę moje wrażenia z ich użytkowania po dość wielu wyjazdach nad wodę i licznych holach.

Pierwszy, a zarazem najdelikatniejszy zestaw składa się bardzo lekkiego feedera o długości 330 centymetrów i maksymalnym ciężarze wyrzutowym do 60 gramów. Wędzisko to wyposażone jest w szczytówki o maksymalnym ugięciu 2 oz. Łowię nim na niewielkich odległościach, do 35. metra od stanowiska, na wodach stojących lub wolno płynących. Gdy szukałem kołowrotka, kierowałem się kilkoma kryteriami. Po pierwsze, kołowrotek miał być lekki, aby zestaw nie stracił swojej finezji. Drugim argumentem był bardzo precyzyjny hamulec, tak aby można było na delikatnym zestawie bez obaw wyholować bonusowe ryby. Wybór padł na kołowrotek dedykowany do spiningu z marki Dragon. Dokładnie na Dragon NanoLITE XT60C FD 1030i. Jego masa to jedynie 272 gramy!! Do tego ma bardzo precyzyjny wodoodporny hamulec oparty na węglowych tarczach o mocy do 6,5 kg. Za układanie żyłki na szpuli odpowiada wodzik w kształcie litery „S”, który przy bardzo cienkich linkach sprawuje się idealnie. Kolejną zaletą tegoż kołowrotka jest powiększona średnica szpuli, która wynosi 50 mm, co przy przełożeniu 5,0:1 daje nawój na poziomie 78 cm na jeden obrót korki. Jest to bardzo dobry wynik jak na tak niewielki kołowrotek. Po omówiony zestaw sięgam, gdy łowię podajnikami do 30 gramów i wielkości do 5 kratek.

Drugi zestaw oparty jest na wędzisku 12-stopowym o maksymalnym wyrzucie 80 gramów. Tutaj moim celem mogą być miejscówki zdecydowanie bardziej odległe niż poprzednio, mianowicie do 60. metra odległości od brzegu. Sprawdzi się także przy wyjazdach nad rzeki o średnim uciągu. Wędzisko to ma 3 szczytówki, z których najsztywniejsza opisana się wartością 3 uncji. Zestawu tego używam, gdy nurt rzeki nie wymusza na mnie stosowania podajników cięższych niż 50 gramów przy wielkości koszyka 7 kratek. Przy wybieraniu kołowrotka do tego wędziska moje kryteria były już zupełnie inne. Po pierwsze -mechanizm musiał być zdecydowanie mocniejszy. Kolejnym kryterium był nawój odpowiedniej ilości linki na jeden obrót korbki. Celowo napisałem odpowiedni, a nie jak największy, ponieważ musimy wziąć pod uwagę, że zestaw feederowy podczas ściągania stawia w wodzie dużo większy opór niż zestaw spławikowy. Przy zbyt dużym przełożeniu będzie to czynność po prostu męcząca, a nie o to przecież chodzi. Nie bez znaczenia jest także precyzyjny nawój cienkiej plecionki. Zdecydowałem się tym razem na model dedykowany do feedera, a mianowicie na MegaBAITS STEALTH L.D. FEEDER FD750i. Kołowrotek ten wyposażony jest w mocny mechanizm oparty na 7 łożyskach kulkowych i ślimakowym posuwie szpuli. Spore przełożenie o wartości 5,5:1 jest idealnie i nie męczy ręki nawet podczas częstego przerzucania zestawu, natomiast w połączeniu ze szpulą o średnicy 58 mm pozwala nawinąć blisko metr przy wykonaniu jednego obrotu korbki. Wróćmy jeszcze do mechanizmu układania linki na szpuli. Jest to mechanizm napędzany przekładnią ślimakową, idealnie układa on cienką plecionkę, w moim przypadku 0,06 mm, co przekłada się na zasięg tego zestawu. Jest to zestaw najbardziej uniwersalny i tym samym najczęściej przeze mnie używany.
Kolejnym zestawem jest już cięższa artyleria oparta na wędzisku o długości 3,9 metra i maksymalnym ciężarze wyrzutowym do 120 gramów. Jest to zestaw do łowienia na dystansie powyżej 60 metrów, ale przede wszystkim do obławiania dużych rzek takich jak Odra, gdzie nierzadko charakter łowiska wymusza stosowanie dużych 9-kratkowych podajników o wadze własnej bez zanęty wynoszącej 100 gramów. Przy takim łowieniu waga kołowrotka jest dla mnie zupełnie nieistotna, natomiast ważna jest wytrzymałość i konstrukcja mechanizmu, która nie będzie męczyła ręki nawet po całodniowym łowieniu tak ciężkimi podajnikami w nurcie rzeki.
W tym przypadku wybrałem kołowrotek, który dużo częściej trafia w ręce karpiarzy niż feederowców, jednakże jego cechy i moc sprawiły, że zdecydowałem się na jego adaptacje do łowienia z pokarmiaczem. Mowa o Ryobi PROSKYER AQUAPOWER LT 6500. Jest to bardzo mocna maszyna, która idealnie sprawdza się właśnie w takich sytuacjach. Dodatkowo wyposażona jest w bliźniaczy do poprzednika, ślimakowy mechanizm posuwu szpuli, który idealnie układa zarówno żyłki jak i plecionki. Przełożenie w tym modelu wynosi 5,0:1, a średnica szpuli mierzona po rancie to aż 67 milimetrów. Przekłada się to na nawój 105 cm linki na jeden obrót korbki, ale dzięki powiększonej korbce nie jest to męczące.

Ostatni zestaw, którego używam do klasycznego feedera jest najcięższy, jednak i dla niego widzę zastosowanie. Zbudowany na wędzisku 13-stopowym, o opisanym ciężarze do 150 gramów, a realnie moim zdaniem ten parametr jest trochę zaniżony i wynosi około 180 gramów. Używam go najczęściej do nęcenia wstępnego lub donęcania za pomocą tzw „szklanki”, czyli bardzo dużego koszyka o wymiarach 50 x 70 mm, którego waga po napełnieniu potrafi osiągnąć nawet 200 gramów. Po za tym używam tego zestawu do łowienia w najgłębszych i najszybszych fragmentach rzek . Kryterium dla kołowrotka w tym zestawie będzie moc, moc i jeszcze raz moc, a przy okazji dobrze sprawdzi się duża szpula i precyzyjny nawój który ułatwi dalekie i celne nęcenie. Wybrałem kołowrotek sygnowany dla karpiarzy, a ściślej mówiąc MegaBAITS BIG PIT CARP FD. Tutaj opis jest trochę zbyteczny. To niezniszczalna maszyna do zadań specjalnych. Przełożenie 4,5:1, średnica szpuli 68 milimetrów nawój 95 cm. Dodatkowo bardzo mocny quick drag pozwalający na wyszarpnięcie zanęty ze szklanki na dnie łowiska bez zbędnego rozwlekania jej po dnie. To główne atuty które zdecydowałem się go wybrać.

Piąty kołowrotek postanowiłem zostawić do omówienia na koniec, ponieważ poprzednie zestawy dedykowane są do klasyka, a ten ostatni to method feeder. Tutaj cechy kołowrotka są inne niż u poprzedników. Podajniki, które stosuję stawiają w wodzie dużo mniejszy opór, ale za to kołowrotki są poddawanie dużo większym obciążeniom w trakcie holu. Ponadto w methodzie używam raczej dość grubych żyłek, a nie cienkie plecionki jak przy klasyku. Stąd mechanizm nawoju żyłki też powinien być inny. Od kilkunastu miesięcy do methody stosuję dość tani kołowrotek ze stajni MegaBAITS, mianowicie METHOD FEEDER HS FD800. Jest to według mnie bardzo udana produkcja, a patrząc pod kątem jakości do ceny, to jest chyba jeden z najlepszych kołowrotków do methody.

Uważam, że każdy zestaw, którego będziemy używać, powinien przede wszystkim dobrze leżeć w ręce użytkownikowi i powodować, że wędkowanie będzie przyjemnością, a nie męczarnią. Wyżej wymienione kołowrotki są dopasowane do mojego sposobu wędkowania przy pomocy poszczególnych zestawów. Wcale nie jest powiedziane, że tak będą pasowały wszystkim wędkarzom. Chodzi o to, żeby nie czytać samych opisów, tylko z pełną świadomością dobrać kołowrotek do zadań i wymagań, które przed nimi stawiają użytkownicy, a nie według nazwy na szpuli czy korpusie. Tylko świadomy wybór kołowrotka pozwoli uniknąć rozczarowania nad wodą i czerpać frajdę z holu kolejnych okazów czego oczywiście życzę czytelnikom.

Z wędkarskim pozdrowieniem
Rafał Reiter
konsultant Team MegaBAITS

TOP