Extremalny test Momoi Soflex

Sezon podlodowy praktycznie za nami. Ponownie już, z racji słabej w naszych okolicach zimy, był dość krótki. Nie zwalnia to jednak amatorów łowienia w przerębli z solidnego przygotowania sprzętowego. Poza tym wnioski wyciągane podczas całorocznych łowów powinny procentować zimą. I na odwrót. Sprzęt, który sprawdzi się w ekstremalnych warunkach, możemy później swobodnie zaadaptować do łowienia w cieplejszych miesiącach.

Szykując się do tegorocznego sezonu wziąłem w ręce kołowrotek i... dramat. Żyłka była już zleżała i rwała się w rękach przy minimalnym naprężeniu. W swoich zasobach znalazłem ciekawe rozwiązanie. Linka fluorocarbonowa Soflex, znanej i cenionej japońskiej marki Momoi. Średnica 0,148 mm i o 1,9 kg wytrzymałości. Idealnie gładka, przezroczysta i bardzo mało rozciągliwa. Parametry wydawały się więc wręcz idealne do łowienia podlodową blaszką. 50 m linki na szpuli również wydaje się wartością odpowiednią i adekwatną do łowienia pod lodem, jak i klasycznym spiningiem, kiedy sięgamy po lekkie przynęty.

Już pierwsze próby potwierdziły słuszność wyboru. Soflex idealnie układa się na szpuli, a jednocześnie nie ma pamięci kształtu. Niewielka rozciągliwość powoduje, że wszelkie sygnały są natychmiast przekazywane do wędkarza, co pozwala, przy użyciu delikatnego wędziska, na wędkowanie bez kiwoka. Linka ta chłonie minimalną ilość wody, dzięki czemu zachowuje swoje właściwości nawet przy bardzo niskich temperaturach. Brania były wyczuwalne bardzo dobrze, a hol przebiegał bezproblemowo. Dzięki podwyższonej odporności na przetarcia nie straciłem ani jednej, dynamicznie walczącej ryby, która przetarłaby linkę o ostre krawędzie lodowego śryzu.
Oprócz pięknych okoni blaszką zainteresowały się też inne gatunki ryb. I nie; linka ta nie jest odporna na zęby szczupaka. Zwłaszcza przy takiej grubości. Powtarzam to przy okazji każdej dyskusji dotyczącej przyponów na szczupaki. Tu przydaje się nieco szczęścia w zapięciu ryby. Błystka wpięta w wargę ryby daje realną szansę na wyholowanie zdobyczy.
Oprócz spotkań z zębatymi miałem też nietypowy przyłów. Na ekranie echosondy zobaczyłem, że jakaś duża ryba podniosła się do podrygującej przynęty. Opuściłem jej błystkę i kiedy ta znalazła się na jej wysokości, po chwili oczekiwania poczułem wyraźne trącenie, po którym nastąpił zdecydowany odjazd. Ryba wysnuwała sporo linki, zataczając okręgi wokół przerębla. Hol, na granicy wytrzymałości linki, trwał dobre kilkanaście minut. Linka napięta do granic, wielokrotnie tarła po ostrej krawędzi lodu, jednak celująco zdała ten wymagający test. Wreszcie, zamiast spodziewanego szczupaka, w otworze zamajaczył... jesiotr! Wiedziałem, że w tym zbiorniku one występują, jednak nie spodziewałem się takiego przyłowu!

Kluczowy moment holu, a więc podebranie, mimo że było niesamowicie trudne, również zakończyło się sukcesem. Blaszka była wpięta jednym grotem, w kąciku pyska tej niesamowitej ryby. Komisyjny pomiar wykazał około 111 cm, co, według przeglądanych przeze mnie zgłoszeń, daje jakieś 8,5 kg piekielnie silnej, dynamicznie walczącej ryby.

Fakt zakończenia tego holu sukcesem przy zastosowaniu linki Momoi Soflex o niespełna 2-kilowej wytrzymałości, wydaje się być ostatecznym werdyktem co do jakości tej żyłki. Jestem przekonany, że jej parametry i właściwości, potwierdzone podczas ekstremalnych podlodowych połowów, będą owocowały podczas połowów w cieplejszych miesiącach roku. Wiosenny białoryb łowiony lekkim spiningiem już na dniach! Mój Dragon Flash Slow Lure już czeka w blokach startowych. Ale o tym już niebawem!

Z wędkarskim pozdrowieniem
Kamil Zaczkiewicz
Team Dragon/Strike Pro Polska

TOP