Pojedynek z siłaczem. Runda wiosenna

fot. Lin powyżej waży prawie 3 kg. Najczęściej łowi się ryby kilogramowe i nieco cięższe, ale zapewniam Was, że kilówki też nieźle dają popalić podczas holu.Linowe ugięcie

Gdy weźmie się do rąk złowionego lina, od razu stanie się jasne, dlaczego ta ryba jest tak trudna do utrzymania na wędce.

fot. Po prostu piękna ryba… Uwielbiam je łowić.

Niezwykle umięśnione ciało, szeroki ogon i duże płetwy, łuski schowane w skórze pokrytej grubą warstwą śluzu - dzięki takiej budowie lin przemyka wśród gęstych podwodnych zarośli niczym wąż w trawie. W wielu łowiskach jedynie wiosna stwarza nam dogodne warunki łowienia, gdyż młode i małe rośliny jeszcze nie utworzyły dżungli – pułapki dla naszych wędek. Stanie się to jednak lada tydzień. Wśród roślin liny poczują się jak w raju, a nam pozostanie do wyboru zaledwie kilka przesmyków, w których z trudem postawimy spławikówkę. Na razie jest tak dobrze, że do łowienia linów możemy użyć drgające szczytówki. Dopatrzyłem się niezwykłej analogii pomiędzy linem a gruntówkami typu drgająca szczytówka Dragona: zachowują się subtelnie, szybko reagują i mimo naturalnej delikatności mogą wygrać nawet najcięższy pojedynek. A przy tym zachowują piękno i elegancję.

Odsłonięty lin

W swoim świecie liny nie boją się połaci dna bez roślin (czyli osłony dla ciała), wpływają na nie nawet w słoneczne południe – po prostu wtedy, gdy są głodne. Człowiek wytwarza nad wodą hałas, który płoszy liny, więc ryby te trzymają się z dala od brzegów. Jeśli jednak zachowamy się dyskretnie, jak na polowaniu, a dookoła będzie pusto, to nie musimy daleko zarzucać zestawu – wystarczy 15-20 metrów, a liny będą nasze. Początek tegorocznego maja mamy chłodny (zimne noce), więc wegetacja roślin rozkręca się z trudem i przyrosty młodych podwodnych pędów są niewielkie. Dzięki temu możemy bez trudu użyć lżejszego feedera lub quivera do łowienia linów. Wiem, wiem, zapewne dotarły do Was legendy linowych brań: tańczący spławik, czasem przeciągający się w nieskończoność. Zapewniam Was, że drgająca szczytówka wiosną jest równie zabójcza co spławikówka, a brania są lepiej czytelne na szczytówce. Opisane poniżej wędziska pomogą Wam złowić upragnione liny w trudnym łowisku:

Feeder Mystery Camou - wędzisko do połowu z obciążonym koszyczkiem zanętowym w nurcie i na dużych odległościach; trzy różne szczytówki w zestawie.
Quiver Mystery Camou - szybkie i lekkie wędziska do połowu z koszyczkiem zanętowym; w komplecie trzy różne szczytówki.
Quiver Maxima – super lekkie quivery o bardzo szybkiej akcji i dużej mocy, wyposażone w aż 4 szczytówki o różnej twardości.
Feeder Maxima - dwuczęściowe, przepiękne wędziska typu feeder do połowu w rzekach na małych odległościach. Komplet 4 szczytówek o różnej twardości.

fot. Bez walki lin nie podda się, dlatego istotne jest, aby wędzisko szybko i płynnie amortyzowało szaleństwa silnej ryby.

Quiver Team Dragon Silver Edition – super lekkie quivery o bardzo szybkiej akcji, z kompletem trzech szczytówek o różnej czułości. Przeznaczone do połowu w wodach stojących i kanałach, na odległościach do 40 metrów. Dopuszczalny ciężar rzutowy do 50 g pozwala na zastosowanie dość dużego koszyczka zanętowego.

Zalety drgającej szczytówki

Na wielu płytkich łowiskach pełzają po dnie kłącza wieloletnich roślin: grążeli, sitowia, trzcin. Najwięcej nerwów zepsuje nam grążel, bo grube kłącza i pnące się ku powierzchni liście często przytrzymują koszyk, ale nie jest tragicznie – dzięki mocnej żyłce głównej bez trudu odzyskacie zestaw, wystarczy mocniej szarpnąć. Częściej stracimy haczyk, ale to najmniejszy problem, bo i tak warto często go wymieniać. Zachęcam do skorzystania z gotowych przyponów firmy Mustad – łowiłem i mam o nich opinię: są wygodne w użyciu i skuteczne również na liny. Najważniejszą korzyścią drgającej szczytówki jest możliwość punktowego nęcenia koszyczkiem (podajnikiem) niejako automatycznie przy zarzuceniu zestawu. Wiosenny lin nie musi być długotrwale zanęcany. Wystarczy kilkakrotnie zarzucić podajnik i już mamy przyzwoity dywan zanęty. Wielu wędkarzy potrafi celnie donęcać kulami wystrzeliwanymi z procy, ale przecież nie każdy posiada takie umiejętności i...procę. Chaotyczne rozrzucenie kulek po łowisku skutkuje tylko jednym: wyraźnym spadkiem brań, bo liny rozpłyną się za kulkami nieświadomie omijając nasz zestaw. Użycie podajnika w zestawie rozwiązuje ten problem. Wędzisko możemy ustawić na dwa sposoby: na dwóch podpórkach, np. równolegle do linii wody, bądź szczytówkę skierować ku niebu, nie za wysoko, aby nie zadzierać głowy obserwując szczytówkę. Ja zrezygnowałem z dodatkowego sygnalizatora, wystarczyła mi tylko szczytówka. Założyłem najdelikatniejszą, bo lin bierze różnorodnie: szybko ledwie muskając szczytówkę, wolno i delikatnie, szybko i gwałtownie, a nawet potrafi wychylić szczytówkę i w takiej pozycji utrzymać ją przez minutę lub dłużej. Gdy wieje silny wiatr, to gruntówkę układam na dwóch podpórkach, szczytówkę zbliżam do tafli i staram się zatopić jak najdłuższy fragment żyłki. Dzięki temu minimalizuję negatywny wpływ wiatru na szczytówkę (fałszywe brania, które również maskują prawdziwe). Przy bezwietrznej pogodzie ustawienie nie ma szczególnego wpływu na precyzję wskazań szczytówki.

fot. Na zdjęciu dobrze widać duże i silne płetwy lina – dzięki nim ryba ciągnie wędkę jak przysłowiowy traktor. Lin walczy długo i do samego końca.

fot. Bardzo poręczny i pakowny pokrowiec do przenoszenia i przechowywania wędziska z kołowrotkiem.

Nęcenie i przynęty

Lin to żarłok, ale niska temperatura wody jeszcze nie wyzwoliła w nim wielkiego apetytu, zatem podjada nie bawiąc długo na żerowisku. Jeśli w łowisku mamy niewiele linów, to lepiej użyć miałkiej zanęty, bez grubszych smakołyków. Gdy populacja linów jest duża i dorodna, to lepiej użyć nieco grubszej frakcji , dosypać kąsków i donęcać, zarzucając z ręki lub procą.

Jeśli obawiacie się przekarmić wiosenne liny, to skorzystajcie z mojego sposobu:

fot. Dragon opracował bardzo skuteczną zanętę Lin-Karaś o grubej frakcji, co oznaczono nazwą XXL. Zachęcam do korzystania z niej, bo jest tego warta i da Wam wiele ryb.Dodaję pół opakowania bazy na jezioro (miałka, opakowanie waży 3 kg), 1/3 opakowania Lin-Karaś XXL (opakowanie waży 3 kg), puszkę kukurydzy (spożywczej słodkiej, wlewam również zalewę), ćwiartkę żywej pinki (to drobne białe robaki do zanęty), podlewam wzmacniaczem smaku (oczywiście na lina), dokładnie mieszam i mam gotową zanętę linową. Nie musicie przecierać jej przez sito – doskonale pracuje w koszyku, błyskawicznie wysypuje się z niego. Używam koszyka obustronnie otwartego. Wciąż mamy zimną wodę w linowych łowiskach, dlatego daję smak waniliowy lub karmelowy. Musimy pamiętać, że woda w każdym łowisku ma inny smak i zapach, więc warto eksperymentować z zapachem zanęty i przynęty. Może się okazać, że w Waszym łowisku zrobi furorę któryś ze smaków: truskawka, Fish-Oil, Scopex lub słodka kukurydza maczana w miodzie.

fot. Widoczny haczyk jest wielkości nr 8 – w pysku lina wydaje się niewielki, wystarczy jednak do zacięcia i wyholowania lina o wadze 2 kg. Pamiętajmy, że w pełni lata liny będą znacznie silniejsze i wtedy lepiej założyć haczyk nr 6, z mocnego drutu, bocznie spłaszczony.

Duża oferta dobrych jakościowo dodatków do zanęty pozwala uatrakcyjnić mieszankę zanętową – niewielkim kosztem i małym nakładem pracy na łowisku. Warto, aby nasza zanęta wyróżniała się spośród innych w łowisku. Liny to docenią.

W roli przynęty praktyczne są robaki, bo nie tylko wabiąco się ruszają, ale łatwo je nabyć i przechowywać. Mimo tego na łowisko zabieram haczykowe ziarna: kukurydzę, dorodną pszenicę lub łubin. Na jedną wędkę zakładam „czyste”, na drugiej aromatyzuję. Taki sposób łowienia sprawia, że na jednej wędce zawsze coś się dzieje. Tym sposobem łatwiej trafić w gusta linów. Często robię kanapkę z ziarna i robaka, a gdy nie mam brań – aromatyzuję ją dipem. Wszystkie wspomniane preparaty dostępne są w ofercie Dragona i łatwo je nabyć w dobrym sklepie.

Haczyk i żyłki fot. Mustad to jakość i pewność – korzystam z tych haczyków i korzystać będę, bo są niezawodne. Na liny wybierajcie haczyki mocne, przeznaczone do łowienia z dna, z krótkim trzonkiem. Należy dobrać grubość haczyka do przynęty, aby zbyt gruby drut nie zniszczył przynęty.

Gdy używam przynęt zwierzęcych (robaczki) i pszenicę, to wybieram mniejszy haczyk, czyli nr 10. Do ziarna kukurydzy i łubinu należy zastosować większy haczyk, np. nr 8, 6.

Lin jest bardzo silną rybą, ale nie aż tak silną, by łamać mocniejsze haczyki. To istotny szczegół zwłaszcza wiosną, bo w łowisku jest mało roślin i lin nie stawia tak dużego oporu, co latem. Do tych haczyków wystarczy żyłka przyponowa o średnicy 0,18 mm i 0,20 mm. Gdy liczymy na złowienie trzykilowej ryby, to przypon powinien być mocniejszy – 0,22 mm. Z powodzeniem używam przyponów plecionkowych, o średnicy 0,04 mm i 0,06 mm. Na dnie łowiska zalega dużo traw i podłużnych części roślin, więc lin nie nabiera podejrzeń do plecionki w stonowanych kolorach. Zazwyczaj plecionka jest bardziej wiotka niż żyłka i nie stawia oporu podczas smakowania przynęty. Długość przyponu nie jest bardzo istotna. Próbowałem krótkich do 14 cm i długich do 50 cm – nie wpłynęły znacząco na brania. Polecam wiązać przypon o długości 15-20 cm, co da nam najlepszą sygnalizację na szczytówce podczas brania. Lin pływa nad dnem, a po kąsek schyla się głową wystawiając ogon ku górze. Gdy chwyci przynętę prostuje się (wraca do poziomu) i to jest najlepszy moment do cięcia – obserwujemy wtedy pierwsze ruchy szczytówki. Lin najczęściej bierze wyraźnie uginając szczytówkę lub ledwie ją poruszając. Moim zdaniem, nie wynika to z agresywnego bądź łagodnego zachowania się ryby w danym dniu – jak najczęściej się to tłumaczy - lecz z położenia haczyka w paszczy ryby. Jeśli haczyk utkwi w przełyku, to ryba nie odpływa i stara się nie poruszać, co obserwujemy na szczytówce w postaci minimalnych ruchów. Gdy lin zahaczy się o wargi, to szarpie i próbuje się uwolnić, bo te części pyska są mniej unerwione i mniej wrażliwe na ból. Ryba szarpie szczytówką gwałtownie i długo. Dzisiejsze haczyki są niezwykle ostre i często grot sam zahacza o naskórek w fazie smakowania przynęty, w tej sytuacji wystarczy gwałtowny ruch ryby lub docięcie i ryba pewnie siedzi na haczyku.

fot. Lin zawzięcie ciągnie do dna, aby ukryć się w roślinach. Jeśli pozwolimy mu na to, prawdopodobnie stracimy go w zaczepach. Dlatego zestaw musi być mocny, a zarazem niezbyt gruby – w tej roli sprawdza się przypon plecionkowy.

Kołowrotek i pozostałe akcesoriafot. Maxima Match-Feeder lub Carp-Feeder nadaje się do łowienia linów.Destiny FD

Zakładamy standardowy gruntowy kołowrotek, nawijamy nową gruntową i mocną żyłkę o średnicy 0,20 mm lub 0,24 mm. Rodzina udanych kołowrotków Destiny zadowoli nawet wymagającego wędkarza. Destiny pomoże wyholować nawet 5-kilowego lina, który schował się w najgęstszych roślinach. Hamulec walki nie jest potrzebny, ale przyda się zapasowa szpula z grubszą żyłką, bo nigdy nie wiadomo, jak duży liny zainteresują się naszą zanętą.

Przy podbieraniu ryby korzystajmy (bezwarunkowo) z obszernego teleskopowego podbieraka. Lin jest krępy, silny i ma niezwykle śliskie ciało, co niezwykle utrudnia podebranie dłonią. Koniecznie zabierzmy dobry i mocny wypychacz do haczyków, bo nierzadko lin głęboko łyka przynętę z haczykiem.

fot. Piękna złoto-zielona ryba, popołudniowe światło i ładnie ubrany wędkarz tworzą wdzięczny motyw zdjęcia.

Czy wypuszczać złowione liny? Część złowionych wypuśćmy, a jedną lub dwie ryby zabierzmy do sprawienia w kuchni. To bardzo smaczna ryba, więc warto poczęstować nią rodzinę lub przyjaciół. Nie zabierajmy jedynie ryb ciężkich, bo to stare ryby. Najsmaczniejsze są kilówki, a te duże wypuśćmy, aby w przyszłości cieszyły nas kolejnym pojedynkiem na wędce.


Waldemar Ptak
; ceniony fotograf i wędkarz, a zarazem publicysta i autor artykułów instruktażowych publikowanych w prasie i w Internecie, w ilości blisko 500. Specjalizuje się w fotografii wędkarskiej, a ponadto jest specjalistą i testerem wędkarskim, redaktorem prowadzącym. Łowi praktycznie wszystkimi metodami i na dziesiątkach łowisk na terenie Polski – od Sanu aż po Bałtyk.

TOP