Kobieta na rybach c.d.

SPIS TREŚCI

Poprzednia część artykułu»

Przez kilka ostatnich sezonów tylko spinninguję, dlatego postanowiłem zabrać ze sobą lekką okoniówkę i pudełko z najmniejszymi paprochami. Doskonale pamiętam minę Marty uważnie wpatrującej się w gumowe drobiazgi i zdanie, które w końcu padło: „To są te całe spławiki, tak?”

Trochę trwało, zanim uświadomiłem jej, czym jest wędkarstwo spinningowe a czym stacjonarne. Jak wkrótce się okazało było warto, ponieważ perspektywa zwiedzania brzegu jeziora, obserwacja wody i pozorny brak monotonni bardzo jej się spodobały. Nie będę ukrywać, iż miałem nieco prostsze zadanie. Marta to miłośniczka psów, spędzania czasu na łonie natury i wytrawny wędrowiec. W tych sprzyjających okolicznościach postanowiłem wykorzystać całą swoją wiedzę i, korzystając z moich podobno niezłych umiejętności pedagogicznych, przekazać ją w możliwie jak najciekawszy i przystępny sposób.

Po krótkiej wędrówce trafiliśmy w końcu nad brzeg jeziora, gdzie bardzo szybko namierzyłem stado żerujących okoni. Zaraz po technicznym instruktażu dotyczącym rzucania, prowadzenia i doboru przynęty, przekazałem wędzisko mojej towarzyszce. Początki były trudne, ale z każdym kolejnym rzutem szło jej coraz lepiej…

TOP