Jesienne noce w sandaczowe paski

SPIS TREŚCI

Wielu z nas już od wiosny marzy o wielkich jesiennych sandaczach. Jedni już z końcem lata próbują swoich sił, natomiast inni cierpliwie czekają na przełom września i października, aby nawet na godzinkę po zachodzie słońca spróbować swoich sił w wielkiej, nizinnej rzece.

Jesień to czas, kiedy drapieżniki wpadają w amok żerowania, a wtedy są mniej ostrożne, łatwiej je podejść i oszukać przynętą. W rzece woda staje się klarowna, temperatura wody spada, na powierzchni widać pojedyncze ataki boleni, które schodzą coraz głębiej w poszukiwaniu leniwej drobnicy. Przynęty w naszych pudełkach są dużo większych rozmiarów niż w poprzednich miesiącach, a zestawy z lekkich patyków do dłubania kleni i jazi zamieniają się w szybkie kije do siłowych holi.

Zaczynając swoją przygodę z sandaczami miałem niezadowalające efekty, więc szukałem nowych rozwiązań, zmieniałem miejsca, przynęty, wędki. Chwilami pojawiało się zwątpienie i byłem skłonny uznać, że problem leży we mnie, nie zaś w sprzęcie... Nastał okres, gdy zaczęło mi brakować czasu na dzienne wędkowanie. Kończąc pracę w godzinach wieczornych pozostały mi godziny już po zmroku. Na początku moje próby były nieudolne, lecz z pomocą dobrego nauczyciela w końcu woda stanęła przede mną otworem! Oczy otworzyły mi się w dobrym kierunku, a ukochana rzeka z nocy na noc obdarowywała mnie pięknymi mętnookimi drapieżnikami.


 

Tajemnice nocy

Noc dla spinningisty to jedna wielka niewiadoma. Możemy złowić każdą rybę zaczynając od białorybu i 30­centymetrowych kleni na wobler nie wiele mniejszy od ryby, a kończąc na wszędobylskich szczupakach, boleniach i ogromnym sumie. Dlatego też zawsze mam na zestawie przypon długości minimum 25 cm chroniący przynętę i linkę przed obcinką lub przetarciem o kamienie. Ale wróćmy do sandaczy. Ich aktywność można zauważyć po specyficznych ruchach uklei, która w popłochu ucieka we wszystkie strony a my nie dostrzegamy ataku na wodzie. Można również zaobserwować chlapanie sandaczy, ale jest to zjawisko bardzo rzadkie. Sandacz atakujący przynętę może to zrobić jednym kłapnięciem paszczy, co wyraźnie objawia się na wędce i nazywane jest pstrykiem! Często bywa tak, że po kłapnięciu, z rybą w paszczy staje na ułamek sekundy nieomal w bezruchu i w przypadku pochwycenia przynęty sztucznej stara się wypluć – sandacz zorientował się, że nie jest to pożywieniem. Dlatego zacinam szybko, zdecydowanie i energicznie. Nocnego brania nie da się przegapić, a klimat nocy, panująca cisza i spokój dookoła pozwalają poczuć wszystko dwa razy mocniej, niż podczas dziennego wędkowania. Każdy nasz szelest, uderzony kamień, złamany patyk czy nasza sylwetka widoczna w świetle księżyca może wypłoszyć lub zaniepokoić ryby w miejscówce nawet na kilka godzin, dlatego poruszając się musimy to robić ostrożnie i jak najciszej.


 

Dopasowanie sprzętu

Sprawa nie jest taka prosta jak może się wydawać, nocne wędkowanie bardzo ogranicza nas, a raczej nasze oczy i to, co widzimy. Tutaj nie możemy sobie pozwolić na zawodną plecionkę, kij z niskiej jakości czy kołowrotek ze złym hamulcem. Sprzęt musi być NIEZAWODNY! Mój wybór padł na kij z rodziny Thytan, a dokładnie model X­Jig długości 270 cm c.w. do 25 g. Ten kij to prawdziwa szabla do machania przynętami. Szybkie, sztywne wędzisko pozwalające na bardzo precyzyjne rzuty (co jest niesamowicie ważne podczas nocnego wędkowania). Młynek, jaki dołożyłem do niego to Viper 835i ­ mimo kąpieli błotnej i kilku innych drobiazgów, w komplecie z kijem służą mi już dobre 3 lata. Plecionka, hm... wybór był ciężki ­ potrzebna jest linka o małej średnicy pozwalająca na dalekie rzuty, a zarazem mocna by utrzymać silną rybę walczącą w nurcie. Tutaj zdałem się na znajomego, który podesłał mi plećkę o nazwie Guide średnicy 0,15 mm. Średnica wcale nie jest duża, po kilku straconych rybach człowiek myśli troszkę inaczej (zapobiegawczo), a ryba z przynętą w pysku to ból nie tylko dla nas z powodu straconego wabika, ale też męczarnia dla naszego godnego przeciwnika – rybie wcale nie jest łatwo pozbyć się woblera z pyska.

Gdzie szukać nocnych mętnookich

Wbrew pozorom nie jest to aż takie trudne. Sandacze potrzebują wody dobrze natlenionej, płynącej i muszą mieć w okolicy głębszy dołek na odpoczynek, z którego wychodzą na nocny żer. Są to podstawowe kryteria determinujące przebywanie sandaczy w danej okolicy. Jest jeszcze jeden czynnik, który dotyczy wszystkich ryb ­ muszą mieć dostęp do pożywienia. Jeśli znajdziemy takie miejsce i przy powierzchni zaobserwujemy aktywność drobnicy możemy być pewni, że czeka tam na nas, a raczej na naszą przynętę jakiś zander.
Nie utrudniajmy sobie życia i jeszcze za dnia wybierzmy kilka potencjalnych stanowisk, które zaraz po zmroku zajmiemy i obłowimy. Są to wszelkiego rodzaju cofki między ostrogami, kamieniste rafki z odbijającą się wodą, napływ i zapływ przeszkód w nurcie oraz zawirowania pod warkoczami główek.


 

Przynęty

Do nocnego łowienia używam tylko i wyłącznie woblerów. Większość spinningistów może powiedzieć, że to mało sandaczowa przynęta. Nic bardziej mylnego, mętnookie uwielbiają wolniutko prowadzony wobler napędzany siłą nurtu i wolnym zwijaniem kołowrotka. Nie każdy wobek nadaje się do złowienia nocnego sandacza. Musi charakteryzować się delikatną migotliwą pracą i schodzić nie głębiej niż 1 m. Nocne ryby stoją na płyciznach, a czasem nawet pod powierzchnią wody, nie musimy szperać na kilku metrach. Sandacz ma świetny wzrok i na pewno zauważając smakowity kąsek, podniesie się do niego nawet ze sporej odległości. Kotwice to zmora wielu wędkarzy. Tu nie ma miejsca na błędy, muszą być ostre i mocne ze względu na twardy pysk sandacza, ryba ledwo wymiarowa potrafi rozprostować grot słabej kotwicy.

Niebezpieczeństwa

W nocy bardzo łatwo o niezamierzoną kąpiel, przemierzając brzeg dokładnie nie widzimy po czym stąpamy, dlatego każdy krok stawiajmy z głową, analizując rodzaj podłoża ­ po co nam zimny prysznic późna jesienią? Kolejnym problemem jest zwierzyna, z którą niestety zmagam się już dłuższy czas. Trzeba mieć nerwy i być silnym psychicznie, bo czasem dzik czy sarna potrafią stać lub podejść do nas na bardzo bliską odległość, po czym galopując w popłochu przez krzaki zrobić ostre zamieszanie; mówię Wam, ze strachu można narobić w majty. No i jeszcze te bobry i dziury po nich... Nie raz człowiek wlazł na dziurę w środku jasnego dnia, a po ciemku nawet możemy połamać nogę i powrót do domu będzie bolesny. Ze względu na bezpieczeństwo, warto zabrać ze sobą kogoś zaufanego, kto w razie problemu może nam pomoc. Ja wziąłem się na sposób i wędkuje nocą w środku miasta, wydaje mi się to bezpieczniejsze. A efekty? Gdy włożę trochę wysiłku w wędkowanie będę mieć podobne lub takie same jak podczas łowienia na dzikim odludziu.

Adrian Polakowski

 

 

TOP