Wygrana naszego teamowicza w prestiżowych zawodach

W dniu 20 maja 2018 roku na zbiorniku zaporowym Otmuchów odbyły się kolejne już zawody z cyklu Flagman Feeder Cup 2018. W zmaganiach wziął udział zawodnik Mega Baits Szymon Ciach, który w klasyfikacji końcowej uplasował się na 1 miejscu.

Podczas telefonicznej rozmowy Szymon zdradził nam szczegóły taktyki i sposobu łowienia leszczy. „Na otmuchowskim akwenie wędkowałem feederem pierwszy raz. Nie chcą jechać na zawody na tzw. suchara wysondowałem temat wśród zaprzyjaźnionych wędkarzy. Od nich otrzymałem informacje, że dobrze żerują leszcze, warto zabrać zapas „spożywkę” i robaki oraz cięższe koszyki, gdyby mocno wiało. Przefiltrowałem te informacje, porównałem do swoich doświadczeń z innych zaporówek i na tej podstawie podjąłem decyzję co takiego zapakować na zawody. Do pokrowca wędkarskiego zabrałem wędki o długości od 3,3 do 3,6 metra i koszyki w zakresie wagowym od 15 do 40 gramów.

Dzień przed zawodami przygotowałem około 6 litrów mieszanki glin, głównym składnikiem była glina Argile (wiążąca) oraz double leam. Całość po przesianiu i wymieszaniu dipowałem płynnym leszczowym atraktorem. Ponadto przygotowałem litr mieszanki zanętowej. Jej głównym składnikiem była zanęta Super Lock, do której dodałem: pieczywo fluo, czarny barwnik, copra melase, kolendrę i leszczowy aktywator Dragona - wsypałem cały pojemnik. To nie koniec, dodałem mięsne dodatki: ochotka hakowa, gnojak, caster i czerwona pinka. Pinkę przed dodaniem do mieszanki utopiłem, zrobiłem to celowo by żwawe robaczki nie rozbijały mojej mieszanki.

Po przybyciu na łowisko dłuższy czas obserwowałem wędkujących tam miejscowych wędkarzy. Interesowało mnie jedno: jak daleko posyłają swoje zestawy. Większość łowiła dość blisko, bo do 35 metrów, a tylko nieliczni nieco poza 50. metrem.
Po rozlosowaniu numerków i udaniu się na stanowisko dokładnie wysondowałem sobie miejscówkę. Okazało się, że od 25. metra zaczyna się blat ciągnący się przez kolejne naście metrów. Około 45. metra w wodzie była dodatkowo jakaś roślinność. Mając na uwadze wylosowane stanowisko otwierające, pozytywne sondowanie oraz wnioski wynikające z obserwacji miejscowych wędkarzy zaklipsowałem się na 27. metrze. Był to początek blatu, dno było tu twarde i pozbawione zaczepów. Zawodnicy, w zasadzie cała reszta, sondowali znacznie dalej, między 45. a 60. metrem.
W mojej taktyce było wiele ryzyka, bo była to linia nęcenia zupełnie inna niż konkurentów, ale na „otwieraku” ryzyko jest mniejsze w środku sektora – takie postępowanie to byłoby dosłownie zawodniczym samobójstwem.

Koncentrat SUPER LOCK Legendarna receptura, do której bazę stworzył W.R. Kremkus, dziś funkcjonująca w kształcie dopracowanym przez członków naszego Klubu. To właśnie ta zanęta wielokrotnie pozwoliła osiągnąć niesamowite wyniki (powyżej 20 kg w jednej, trzygodzinnej turze) w zawodach GPx rozgrywanych na Warcie. Oferowany koncentrat można z powodzeniem rozrabiać nawet w proporcji 1:2 (1 kg koncentratu na 2 kg innych składników) z komponentami zanętowymi takimi jak tarta, wyprażana bułka, biszkopt, kaszka kukurydziana itp.Koncentrat SUPER LOCK Legendarna receptura, do której bazę stworzył W.R. Kremkus, dziś funkcjonująca w kształcie dopracowanym przez członków naszego Klubu. To właśnie ta zanęta wielokrotnie pozwoliła osiągnąć niesamowite wyniki (powyżej 20 kg w jednej, trzygodzinnej turze) w zawodach GPx rozgrywanych na Warcie. Oferowany koncentrat można z powodzeniem rozrabiać nawet w proporcji 1:2 (1 kg koncentratu na 2 kg innych składników) z komponentami zanętowymi takimi jak tarta, wyprażana bułka, biszkopt, kaszka kukurydziana itp.Początek nęcenia to blisko 5 litrów gliny z dodatkiem: 0,3 kg ochotki haczykowej, 0,5 litra gnojaka i około 0,5 litra pinki; do tego trafiła też mała puszka kukurydzy. Kule do szklanki feederowej dokleiłem bentonitem i czopowałem do zarzutu gliną. Po opadnięciu na dno wyszarpywałem kule z koszyka. Na koniec około litr gliny podałem w inny sposób, była to już luźniejsza mieszanka. Do tego dwa koszyki spożywki, jako finał nęcenia. Cały proces podania mieszanki zajął mi blisko 25 minut. A zatem nęciłem jeszcze wtedy, gdy większość zawodników z sektora już łowiła. Cel tych zabiegów był jeden: przygotować miejscówkę pod leszcze w taki sposób, by po wpłynięciu zatrzymać je jak najdłużej. Tym samym ja zyskam więcej czasu na ich odłowienie.

Rozgrywka

Pierwsze leszcze zawitały po półtorej godzinie oczekiwania. Niestety już pierwszego blisko dwukilogramowego leszcza straciłem dosłownie pod nogami, powód to kwitnąca topola - przekleństwo feederowców. Tak skutecznie zaczopowała mi przelotki, że nie mogłem ściągać zestawu we właściwym tempie i leszcz to idealnie wykorzystał. Po kolejnych 15 minutach wędkowania mam super serię: w ciągu 20 minut wyciągam 3 leszcze i tracę kolejną dużą sztukę. W tym czasie, łowiący (prawie wszyscy) w pobliżu są na zero. Szybko decyduję się donęcić, posyłam trzy kosze z gliną, gnojakiem i grubą ochotką. Po chwili mam kolejne branie i tracę kolejnego leszcza - znów przez topolę, tym razem urywam cały zestaw. Pierwszy raz łowię w tak trudnych warunkach, sytuacja jest na tyle zła, że owijające się na żyłce „włosy” topoli uniemożliwiają mi wędkowanie. Jeszcze większy problem mają łowiący na plecionki, kolega obok po 3 godzinach łowienia zostaje na polu walki bez żadnego kija: w dwóch łamie szczytówki, w kolejnym plącze linkę główną.

Tak naprawdę tylko te długie przerwy w wędkowaniu, które tracę na rozplątywanie i pozbywanie się topoli z linki uniemożliwiają mi odławianie ryb w tempo. Intuicja podpowiada mi, że one tam są. Niestety odpływają, kolega na stanowisku obok wykorzystuje sytuację i odławia dwie sztuki. Ponownie donęcam i po 30 minutach łowię około 45-centymtrowego jazia. Brania są bardzo delikatne, na każde dotknięcie szczytówki reaguję zacięciem. Przez ostatnie dwie godziny zawodów brania całkowicie ustają. Godzinę przed końcem psuję kolejne leszowe branie, a 20 minut później odławiam ostatnią rybę, około 25-centymetrową płotkę.

Cały czas łowiłem wędziskiem długości 3,3 metra, z żyłką 0,16 mm, haczyk w rozmiarze 18 i przypon 0,10 mm. Koszyki to 20-gramowe druciaki, które dozbroiłem w kolce. Dzięki temu łowiłem ultra delikatnie, a zestaw mimo to trzymał się dna.
Zmagania były na bardzo wysokim poziomie, stanowiska były mocno obstawione, gdyż udział w zawodach zawodnicy startujący w Mistrzostwach Świata na Białorusi oraz czołowi zawodnicy ostatnich Mistrzostw Polski w Feederze.

Po raz kolejny zagranie va banque opłaciło się, a zanęta Klubowa Super Lock dała kolejną wygraną w tym sezonie.

Szymon Ciach
TEAM MEGA BAITS
zdjęcia archiwum autora

TOP