„Dzika Wisła” w cyklu Dziki Mega Baits

Dziki Mega Baits tym razem wydarzył się nad Wisłą, na terenach podmiejskich Torunia. Dziki Mega Baits spotkał się z przychylnością PZW Toruń oraz Artura Kalinowskiego, miłośnika łowienia feederowego oraz prezesa koła garnizonowego Skalar w Toruniu. Wspaniałe umiejętności organizatorskie kolegi Artura (od lat jest sędzią międzynarodowym w sporcie wędkarskim) przyniosły wspaniałe owoce: na miejscu spotkania licznie stawili się nie tylko członkowie koła Skalar, ale także przodujący zawodnicy z PZW Bydgoszcz i wędkarze zrzeszeni w innych kołach. Wędkarskiego błogosławieństwa imprezie udzielił Zarząd Okręgu PZW Toruń. Nie zabrakło sponsorów, oprócz pakietu startowego Mega Baits (zanęty, haczyki, żyłki przyponowe) na nagrodę główną przeznaczono wędzisko Mystery Feeder Mega Baits, także inne firmy, jak np. sklep Drapieżnik czy Graff przygotowały atrakcyjne upominki.

Moim skromnym zdaniem zawody o nazwie „Dzika Wisła” w cyklu Dziki Mega Baits zostały zorganizowane wzorowo, znakomicie, za co serdecznie dziękuję. Grupa działaczy z koła Skalar włożyła dużo pracy i wysiłku w przygotowanie terenu zawodów (główki wiślane dla prawie 30 zawodników), poproszono o pomoc straż wędkarską w celu zabezpieczenia terenu zawodów (na stanowiska wytypowano ciąg ostróg, zawodnicy naprzemiennie łowili na napływie i zapływie – zamiana po pierwszej turze), rozłożono namioty, na stanowiska co godzinę dostarczano kawę i herbatę – to znakomity sposób na podtrzymanie dobrego samopoczucia zawodników, sam jestem tzw. kofeinowcem (piję dużo kawy) i podczas wędkowania nierzadko potrzebuję niejednego kubka mocnej kawy. Nikt tego bardziej nie zrozumie, niż wędkarz taki jak ja. :) Oprócz napojów, zawodnicy na śniadanie dostali pyszne i pożywne kanapki, w późniejszych godzinach rozwieziono posiłek tzw. drugie danie (solidny kotlet schabowy), a już po rywalizacji na zawodników czekał potężny gar z gorącą zupą, wzbogaconą solidną wkładką (kiełbasianą).

Jak walczyli zawodnicy

Starali się, bardzo się starali. Pogoda sprzyjała, o ile można tak powiedzieć w upalnym lipcu. Na szczęście, oprócz gorącego słońca, na niebie przetaczały się chmurki, od świtu lekko wiało, a w okresie drugiej tury wiatr się porządnie wzmógł. Chłodził rozgrzanych słońcem wędkarzy, a nie przeszkadzał w łowieniu i przegonił namolne komary. Nie robiłem wyliczeń, jedynie mam wrażenie, że większe ryby łowiono w drugiej turze. Być może to było związane z popołudniowym żerowaniem ryb, być może z nasilającym się wiatrem, a być może to zawodnicy w pierwszej turze się rozgrzali i porządnie wstrzelili w łowisko dopiero w drugiej turze.

MYSTERY FEEDER Absolutnie kompletny zestaw wędzisk do łowienia metodą i klasycznym feederem w każdym rodzaju wód, od płytkich jezior po głębokie rzeki o silnym uciągu. Trzy różne długości i trzy ciężary rzutowe. Dostępne są feedery świetnie pracujące w rzece: c.w. do 80 g, c.w. do 100 g, c.w. do 130 g.MYSTERY FEEDER Absolutnie kompletny zestaw wędzisk do łowienia metodą i klasycznym feederem w każdym rodzaju wód, od płytkich jezior po głębokie rzeki o silnym uciągu. Trzy różne długości i trzy ciężary rzutowe. Dostępne są feedery świetnie pracujące w rzece: c.w. do 80 g, c.w. do 100 g, c.w. do 130 g.MegaBAITS METHOD FEEDER Zanęty te przeznaczone są do połowu ryb feederem na metodę, ale także do innych technik gruntowych z zastosowaniem tzw. sprężyny lub tradycyjnego koszyczka zanętowego. Ich podstawową cechą jest bardzo silna zdolność do szybkiego sklejania i relatywnie powolne uwalnianie smaku i zapachu do środowiska wodnego. Dzięki tym właściwościom nasza zanęta przez dłuższy czas utrzymuje się w koszyczku, intensywnie wabiąc przepływające w okolicy ryby.MegaBAITS METHOD FEEDER Zanęty te przeznaczone są do połowu ryb feederem na metodę, ale także do innych technik gruntowych z zastosowaniem tzw. sprężyny lub tradycyjnego koszyczka zanętowego. Ich podstawową cechą jest bardzo silna zdolność do szybkiego sklejania i relatywnie powolne uwalnianie smaku i zapachu do środowiska wodnego. Dzięki tym właściwościom nasza zanęta przez dłuższy czas utrzymuje się w koszyczku, intensywnie wabiąc przepływające w okolicy ryby.Zanęty XXL Selektywne, grubofrakcyjne i aromatyczne – tak w skrócie można scharakteryzować serię zanęt spod znaku XXL. To znakomita oferta dla wędkarzy wybierających się na połów dużych leszczy, karpi, linów i innych okazałych ryb spokojnego żeru, metodami tradycyjnymi oraz włosową.Przykładowe opakowanie zanęty XXL.Zanęta MAGNUM FEEDERMAGNUM FEEDER MAGNUM to legendarna już seria zanęt wędkarskich, przeznaczonych zarówno do łowienia zawodniczego, jak i rekreacyjnego. Zanęty Magnum przeznaczone zostały głównie dla tych wędkarzy, którzy nastawiają się na połów największych osobników ryb karpiowatych.
ELITE FEEDER STRONGZanęta ELITE FEEDER STRONG FEEDER STRONG należy do serii zanęt Dragon ELITE - to efekt pracy członków Teamu Dragon, zawodników oraz szerokiej grupy wędkarzy amatorów, którzy za pośrednictwem internetu zgłosili się do współpracy z naszą firmą.ELITE FEEDER STRONGZanęty QUATTRO LESZCZ PIERNIKOWY, LESZCZ CIASTKOWY Są to zanęty o średniej frakcji, oparte na wyrobach cukierniczych i wzbogacone kompozycjami zapachowymi: piernikową oraz ciastek maślano–korzennych. Zawierają optymalny poziom substancji klejących, odpowiedzialnych za etapowe uwalnianie cząstek, które opadając na dno, tworzą atrakcyjny dywan zanętowy.

Kto startował?

Myślę, że na użytek tej wypowiedzi mogę podzielić startujących na 3 grupy: miejscowi wędkarze obeznani z tym łowiskiem, wiślacy acz przyjezdni np. z Bydgoszczy, przyjezdni bez znajomości łowienia w Wiśle.
Dobrym przykładem przyjezdnych (z koła Kamienna Góra Miasto) „zielonych” w zagadnieniu łowienia w Wiśle są nasi teamowicze Szymon Ciach i Arek Rusiecki – bardzo dobrzy zawodnicy, obyci z wieloma łowiskami w Polsce, a jednak brak treningu i choćby pobieżnego obeznania się z Wisłą musiało się skończyć tak, jak skończyło.
Na poparcie tego założenia przytoczę przykład przyjezdnych i dobrych zawodników (Remigiusz Zielonka i Kamil Kwocz) otrzaskanych z Wisłą, którzy ostatecznie wysunęli się na czoło w klasyfikacji: Remigiusz zajął 1. miejsce, a Kamil – 2.
Miejscowy zawodnik znający to łowisko, kolega Krzysztof Zieliński, rozpoczynający w bardzo dobrym miejscu w zapływie nie złowił ryb dających zwycięstwo, jednakże w drugiej turze rozegranej na napływie - złowił 2 piękne leszcze i natychmiast ruszył w górę klasyfikacji. Nie można odmówić Krzysztofowi znajomości łowiska i sztuki łowienia, jednak wydaje się, że na wielu stanowiskach to ryby decydowały o powodzeniu: w I turze zajął 4. miejsce, a w II turze – 1. miejsce. Czyli nic nowego, w Wiśle już tak jest, że jedna ostroga (główka) darzy rybami, a inna nie. Z tym trzeba się pogodzić, choć trzeba uczciwie powiedzieć, że organizatorzy wybrali optymalny odcinek Wisły i nikt nie mógł narzekać na brak szans.

Miałem okazję gościć na zawodach

Z przyjemnością skorzystałem z zaproszenia i przy okazji zaciekawionym demonstrowałem wędziska MegaBAITS – wybrałem modele adekwatne do łowienia w Wiśle i podobnych rzekach. Wyjątkiem był Combat Quiver 50, którym można łowić albo w bardzo spokojnym międzytamiu, albo w starorzeczu – jeśli chodzi o związek łowiska z rzeką. Pokazałem wędziska Black Shadow Feeder, Combat Quiver, Mystery, Insanity Method Feeder 120. Nie ukrywam, że cieszyły oko oglądających, a po wzięciu do rąk – również serca wędkarzy.
Czy jesteście ciekawi wypowiedzi o łowieniu Szymona Ciacha, jako przyjezdnego bez wiślanej praktyki?
Proszę bardzo, oto, co odpowiedział zapytany Szymon:

Dziki Mega Baits na toruńskim odcinku Wisły to moje premierowe spotkanie z feederem w tej rzece.
Wydawałoby się, że wędkowanie powinno być mocno zbliżone do Odry, w której łowię na co dzień - tak jednak nie było.
Na początek zaskoczył mnie ogrom rzeki - Wisła na tym odcinku ma około 400 metrów szerokości. Czytanie nurtu nie jest tu wcale takie proste, ogrom wody i ciągle wiejący wiatr powodują, że wychwycenie właściwego nurtu oraz miejsc granicznych nurtu i spokojnej wody wymaga dłuższej obserwacji. Ponadto główki, na których łowiliśmy, przyjmowały na siebie całe uderzenie wiślanego nurtu; trochę inaczej, niż w Odrze, gdzie zwykle kształtuje się on w środkowej części koryta. Do tego typu inności rzecznych jednak można się przyzwyczaić i uczyć Wisły podczas trwania zawodów. A że ta nauka szła mi całkiem sprawnie pokazują wyniki drugiej tury.
Wylosowałem główkę numer 5, gdzie podczas pierwszej tury łowiłem w napływie. Nie kombinowałem z taktyką, wybrałem miejsce na środku główki, a zestaw słałem na około 20. metr na granicy nurtu wstecznego i spadku piaszczystej łachy (zalanej).
Spodziewałem się w tym miejscu krąpi i leszczy, na których planowałem budować swój wynik. Na początek posłałem w łowisko 12 kul mieszanki gliny, ciętych gnojaków i topionych białych doprawionych leszczowym dipem i sklejonych bentonitem. Ryby pojawiały się ok. 15 minut po zarzuceniu. Dość regularnie odławiałem płotkę i spore ilości klenia na granicy wymiaru 28-29 cm. Dopiero w trzeciej godzinie pojawił się drobny leszczy i krąp, ale w ilościach śladowych. Próbowałem sondować główkę dalej, ale środkowa część międzytamia to ogromna łacha o głębokości około metra, tutaj nie miałem kontaktu z rybą.
Inne obiecujące miejsca w prądzie wstecznym to połacie racicznic, które cięły żyłki jak żyletki. Jest ich tu znacznie więcej, niż w Odrze. Ja trafiałem na kolonie racicznic mające ponad 5 metrów szerokości. Próba łowienia na granicy nurtu i spokojnej wody skończyła się niepowodzeniem, bo tam również dominowały racicznice. Byłem zmuszony do obławiania stoku łachy, a w ostatniej godzinie wynik ratowałem ukleją, tych rybek złowiłem w ilości około 30 sztuk.
Druga tura to łowienie z tej samej główki, ale na zapływie. Tutaj do wyboru miałem jedynie dwa warianty łowienie: w głównym nurcie, na granicy nurtu i spokojnej wody. Jeśli chodzi o warkocz - sąsiadujący ze mną zawodnik miał mnóstwo zaczepów, w wyniku których stracił kilka koszyków. Międzytamie bliżej brzegu było zarośnięta i bardzo płytkie.
Zanęciłem na około 25. metrze gliną z mięsem i spożywką. Na pierwsze nęcenie poleciało około 25 koszyków.
Ryby pojawiły się po około 30 minutach. Początkowo brały drobne klenie, a następnie leszcze i krąpie - przez około 30 minut łowiłem je w tempo, jednak później nagle wszystko zgasło. Zdecydowałem się wydłużyć przypon do około 100 cm i brania powróciły; nie były już tak intensywne, ale ryby odławiałem w miarę regularnie. Sporo wracało jednak do wody, bo oprócz leszczy i krąpi, w łowisko weszły certy i świnki.
To, co mnie zaskoczyło w drugiej turze, to spora fala przeciwna do kierunku nurtu, momentami była tak duża, że czytanie rzeki było wręcz niemożliwe - bowiem ogrom wody w tym miejscu sprawia, że przy dużych podmuchach wiatru przypomina to falę na zaporówce. Co ciekawe, na granicy nurtu i spokojnej wody można było łowić naprawdę delikatnie, koszykiem 20-gramowym uzbrojonym w kolce. Brania były bardzo zdecydowane, a ryby chętnie pobierały duże kąski, nawet do 5 pinek lub 3 grubych białych.
Z wyniku jestem zadowolony, bo na główce dwukrotnie łowiłem więcej od dobrego miejscowego wędkarza. A na napływie połowiłem sobie od niego znacznie lepiej, gdyż kolega skończył łowienie tutaj na zero.

Szymon Ciach TEAM MEGA BAITS

przygotował: Waldemar Ptak
zdjęcia: Grzegorz Leszczyński, Waldemar Ptak

TOP