Dziki Mega BAITS nad Bukówką 2018

9 września 2018 roku odbyła się kolejna odsłona ogólnopolskich zawodów Dziki Mega BAITS. Areną zmagań był najwyżej położony piękny zbiornik zaporowy w Polsce, Bukówka koło Kamiennej Góry. Gospodarzem zawodów byli wędkarze z koła PZW Kamienna Góra „Miasto”, których wsparli włodarze macierzystego okręgu.

W zmaganiach udział wzięło udział 41 wędkarzy specjalizujących się w metodzie gruntowej. Wśród nich byli uczestnicy Mistrzostw Polski i Mistrzostw Świata oraz zwycięzcy ogólnopolskich zawodów w tej dyscyplinie. W szrankach także stanęli miejscowi wędkarze, znający wodę jak własną kieszeń.
Nad przebiegiem zawodów czuwała sędzia główny Pani Natalia Rudnicka.
Organizatorzy zadbali o profesjonalne przygotowanie zawodów. Każdy przybyły przywitany został domowymi wypiekami i ciepłą kawką lub herbatką. Całość zwieńczył obfity, pożywny i co trzeba dodać smaczny obiad.
Równolegle z rywalizacją o zwycięstwo w Dzikim Mega BAITS wędkarze zrzeszeni w kamiennogórskim kole ubiegali się o tytuł mistrza w dyscyplinie feederowej.
W odróżnieniu od ubiegłorocznych zmagań, tym razem sektory zawodów zostały wyznaczone na brzegu od strony wsi Bukówka. Zawodnicy mieli zapewniony dojazd dosłownie na stanowiska, a organizatorzy wzorcowo zadbali o dokładne oznaczenie drogi dojazdowej.
Na treningach zawodnicy łowili leszcze, liny i grube płocie. Wszystko wskazywało na rybny dzień zawodów. Niestety duże wahania ciśnienia oraz dość zimna noc poprzedzająca zawody spowodowały chimeryczne brania, a w drugiej części dnia - zanik.
O tym, jak wyglądały zmagania, opowiedzą sami uczestnicy.

Przygotowanie do kolejnej edycji zawodów Dziki Mega Baits prowadziłem w sposób inny niż zwykle.
Obowiązki zawodowe i plany urlopowe spowodowały, że do zawodów przystąpiłem niemal z marszu. Piszę niemal, ponieważ od dwóch tygodni korzystałem z lokalnych źródeł informacji zbierając dane, a mianowicie: jakie ryby są aktywne, na którym metrze, co jest w koszykach i na haku najbardziej pożądane. W sobotę, czyli dzień przed zawodami spędziłem na łowisku blisko 5 godzin, między innymi przyglądałem się treningowi kilku zawodników, jednocześnie obserwując wodę i spławy ryb. Po przenalizowaniu tych wszystkich informacji postanowiłem przygotować dość uniwersalną mieszankę, która pozwoli mi odławiać płotki i leszcze. Pierwszą część stanowiła mieszanka gliny Double Leam i Argila z dodatkiem więcej ilości kolendry. Druga to już spożywką: mieszanka zanęty leszczowej i płociowej oraz mojego zawodniczego pewnika zanęty Super Lock, a całość uzupełniona o prażone konopie i niewielką ilość czerwonego pieczywa fluo.
Całość uzupełniłem mięsnymi dodatkami jak kasterem, gnojakami, ochotką hakową i pinką w kolorze marchewki.
Na wstępne nęcenie zużyłem około 4 litrów mieszanki glin i robaków. Trafił tu kaster, pocięty gnojak, hakówka oraz topiona pinka i co istotne, był to jedyny kolor marchewkowy. Mieszankę podałem koszykiem szklanką (o takim nęceniu już pisałem w innych art.) w formie mocno sklejonych wałków (mieszankę dokleiłem bentonitem). Ze względu na niemałą głębokość łowiska, bo około 10 metrów, używałem szklanek owiniętych taśmą starając się tym sposobem ograniczyć opłukiwanie wałeczków zanętowych podczas opadania koszyka. Takie zabezpieczenie dawało mi gwarancję dotarcia wałków w całości w określone miejsce.
Mój sposób to mieszanka zanęty leszczowej i płociowej oraz mojego zawodniczego pewnika zanęty Super Lock, a całość uzupełniona o prażone konopie i niewielką ilość czerwonego pieczywa fluo.Mój sposób to mieszanka zanęty leszczowej i płociowej oraz mojego zawodniczego pewnika zanęty Super Lock, a całość uzupełniona o prażone konopie i niewielką ilość czerwonego pieczywa fluo.Mój sposób to mieszanka zanęty leszczowej i płociowej oraz mojego zawodniczego pewnika zanęty Super Lock, a całość uzupełniona o prażone konopie i niewielką ilość czerwonego pieczywa fluo.Dużą uwagę poświęciłem sondowaniu łowiska. Okazało się, że do 25 metrów od brzegu dno schodziło dość mocno w dół, a na jego dnie było sporo podwodnej roślinności. Dopiero na 28. metrze wysondowałem mały blat bez roślinności i pozbawiony głazów skalnych, które stwierdziłem wcześniej. Na takiej odległości zaklipsowałem zestawy.
Do wędkowania używałem wędki dł. 3,6 metra, z żyłka główną 0,18 mm i przyponami w przedziale 0,08-0,10 mm z hakami wielkości 18-22. Używałem koszyków 35-gramowych, ciężar koszyka (wraz z wypełnieniem) sprawiał, że nadal łowiłem w miarę delikatnie, ale zestaw opadał na tyle szybko, że mieszanka niemal w całości docierała do dna.
Rozpocząłem łowienie stosując przypony długości 70 cm, ale w momencie, gdy brania słabły lub niemal zanikały wydłużyłem go do 1,5 metra. Korekcie ulegało również ustawienie wędziska ze względy na pofałdowane dno i zalegające głazy; miałem sporo niesygnalizowanych pobrań przynęty, czego sprawcą okazały się żyłka główna zalegająca na głazie lub innej podwodnej przeszkodzie. Jej niekontrolowany i nieprzewidywalny ruch zakłócał sygnalizację.
W tej sytuacji zdecydowałem się na maksymalne podniesienie ramienia podpórki, aby łowić niczym w rzece. Tym sposobem sygnalizacja stała się bardziej czytelna.
Udało mi się złowić około 20 ryb, były to płotki, krąpie i okonie.
Na wędce miałem dużego leszcza, który dałby mi zwycięstwo w zawodach (jak się okazało po ważeniu zawodników). Rybę straciłem niemal pod nogami zgubiony przez własną rutynę, zamiast dać rybie troszkę luzu i zmęczyć leszcza zdecydowałem się na siłowy hol i niestety leszcz skontrował mnie, mocnym uderzeniem płetwy o wodę urwał przypon średnicy 0,08 mm.

Szymon Ciach TEAM MEGA BAITS

9 września miałem ogromną przyjemność uczestniczyć w zawodach gruntowych Dziki Mega Baits na Bukówce. Był to mój premierowy start w zawodach i premierowe odwiedziny jakże urokliwego akwenu. Za namową mojego mistrza „Dżedaja Feedera" Szymona Ciacha podjąłem rękawicę i mimo tremy (większej niż te płotki, które w rezultacie targałem) stawiłem się o świece nad zbiornikiem.
Do łowienia przystąpiłem z wcześniej przygotowaną zanętą, mieszanką czarnych zanęt leszczowej i płociowej. Doprawiłem ją prażonymi konopiami oraz kolendrą. Dodatki mocno wzmocniły aromat zanęty. Przed nęceniem i łowieniem dorzuciłem do kotła jeszcze trochę pieczywa fluo, no i wiadomo, białko - pół litra białych i pinek oraz ćwiartkę gnojaków.
W pierwszym nęceniu procą posłałem 10 kul mieszanki zanęty i gliny. Wszystko lądowało na około 30. metrze. Przypon 0,10 mm długości 70 cm, dwie pinki na hak (nr 14), zanęta do koszyka i zaczynamy.
Pierwsze brania nastąpiły po około 35 minutach oczekiwania. Na początku miałem trudności z rozpoznaniem brań, prawdopodobnie przez dużą falę żyłka leżąca na dnie przenosiła długie i jednostajne drgania na szczytówkę. Jednak po jakimś czasie brania płotek były bardziej wyraziste i zdecydowane: szybkie i gwałtowne szarpnięcia. Nie wszystkie brania udało się zakończyć zacięciem. Zwróciłem też uwagę, że lekko „nadgryzione”, a raczej wyssane robaki nie były już atrakcyjne dla płotek. Praktycznie przed każdym zarzutem zestawu zakładałem nową przynętę. Brania były regularne, w seriach co kilka lub kilkanaście minut.
Ciekawa według mnie była też zależność brań od zmieniających się warunków atmosferycznych. Na przemian silny boczny wiatr, a po jakimś czasie chwilowa prawie flauta. Rybki lepiej żerowały przy większej fali, co też utrudniało interpretację wskazań szczytówki.
Po drugim nęceniu, po około 2 godzinach zmieniłem przypon na dł. 50 cm i hak na nr 12, na haczyk zakładam dwa białe robaczki. Na tym zestawie jedno branie, a w zasadzie samozacięcie się płotki. Branie (sygnalizowane ruchem szczytówki) podczas dużego wiatru było dla mnie kompletnie niewidoczne.
Postanowiłem wrócić do opcji pierwszego zestawu, czyli dłuższy przypon, mniejszy hak, dwie pinki (z tą konfiguracją kontynuowałem zawody do końca). Nastąpiło kilkanaście następujących po sobie brań, z czego większość zakończona płoteczką w siatce. Oczywiście nie obyło się bez kilku (a dosłownie trzech) zerwań zestawu przez moje błędy w zarzucaniu. Koniec końców jestem zadowolony ze swojego debiutu - 11 miejsce w ogólnej i czwórka sektorowa.
I tu przy okazji... ukłony i wielkie podziękowania dla Szymona, który skutecznie ‘zainfekował’ mnie tą jakże nieuleczalną wędkarską chorobą! :)
Dziękuję za fajną przygodę i rywalizację. Miło też było poznać bardzo ciekawych wędkarzy i potestować nowinki sprzętowe Mega Baits.

Wojciech Zalewski - pierwszy raz na zawodach, pierwszy raz na Bukówce

 

Sonda przeprowadzona wśród zaprzyjaźnionych kamiennogórskich wędkarzy oraz ubiegłoroczne doświadczenia sprawiły, że moim celem numerem jeden było dobranie się do leszczy. Zdecydowałem się na mieszankę o brązowym kolorze doprawioną moim sprawdzonym atraktorem oraz sporą ilością robaków. Wylosowałem stosunkowo płytki jak na Bukówkę sektor, a po godzinie okazało się, że dominują w nim drobne płocie, a nie leszcze. Z grubą leszczową zanętą ciężko było przekonać je do współpracy. Dodatkowo ryby brały chimerycznie i na kilkanaście wskazań zacinałem jedną rybę. Ponadto spora ilość kamieni i podwodnych traw sprawiała, że wiele zaciętych ryb gubiłem. Sporo kombinowałem z długością przyponu i zmianą przynęt, co skutkowało odławianiem kolejnych rybek, ale na dobre miejsce to nie starczyło. W ostatniej godzinie los poniekąd ze mnie zakpił: zapiąłem grubego leszcza, ale ten przechytrzył mnie i zakotwiczył w zaczepach.
Mimo to jestem bardzo zadowolony ze startu, bo zdobyłem kolejne doświadczenie i miałem okazję odnowić swoje wędkarskie przyjaźnie. Jeszcze raz wielkie podziękowania dla organizatorów za perfekcyjne przygotowanie i super atmosferę. Za rok tu wrócę, aby powalczyć o pudło.

Filip Duda, Praszka - zwycięzca ubiegłorocznych zawodów

Do zawodów przygotowałem się kilka dni wcześniej. Trenowałem w różnych częściach akwenu, starając się dostosować się do specyfiki rozmieszczonych sektorów. Ryby na treningach współpracowały doskonale, a dominowały leszcze w przedziale 35-55 cm oraz płocie długości powyżej 20 cm. Te treningi pozwoliły mi dostosować taktykę co do mieszanki i dystansu, na którym wędkowałem oraz budowy zestawu.
Łowiłem na mieszankę zanęt: płociową i Team Dragon Special Leszcz. Otrzymaną mieszankę doprawiłem sporą ilością czerwonego pieczywa fluo (ten kolor tu się sprawdza najlepiej) oraz dużą ilością atraktora Dragon Spezi Leszcz. Zanętę namoczyłem dzień wcześniej i przetarłem przez 3-milimetrowe sito. Do tego mięsne dodatki: gazeta dżokersa i pół litra kastera. W mieszance do nęcenia nie było innych robaków. Dużą uwagę skupiłem na sondowaniu stanowiska. Na około 30. metrze namierzam spory spadek dna, czyli miejsce, w którym znajduje się stare koryto rzeki Bóbr. Spadek jest spory, gdyż z około 5 metrów dno opada do niemal 12 metrów.

Otrzymaną mieszankę (płociową i Team Dragon Special Leszcz) doprawiłem sporą ilością czerwonego pieczywa fluo (ten kolor tu się sprawdza najlepiej) oraz dużą ilością atraktora Dragon Spezi Leszcz.Otrzymaną mieszankę (płociową i Team Dragon Special Leszcz) doprawiłem sporą ilością czerwonego pieczywa fluo (ten kolor tu się sprawdza najlepiej) oraz dużą ilością atraktora Dragon Spezi Leszcz.Treningi pokazywały, że większe ryby były za spadkiem, ale ciężko było je wyciągnąć, gdyż po zacięciu wchodziły w zaczep. To charakterystyka tego akwenu, dno jest usiane ostrymi skalistymi półkami, pojawiają się też miejsca z korzeniami i podwodną roślinnością. Dla ryb to warunki wręcz idealne, a dla wędkarzy niekoniecznie.
Po trudnych analizach stawiam na spadek, który dawał mi ryby na treningach. Po sygnale Start zaczynam nęcić, na początek posyłam około 10 koszyków. I od początku sprawdzona taktyka: duża ilość „mięsa” na haku, a dokładnie 6 pinek. Już od pierwszego zarzucenia mam wskazania, których nie mogę zaciąć; po 20 minutach holuję pierwszego krąpia. Mija kolejne pół godziny, obserwuję słabe, niewyraźne wskazania. Podejmuję szybką, ale ryzykowną decyzję: zmniejszam dystans i łowię przed spadkiem. Ta decyzja okazuje się strzałem w dziesiątkę, mam ryby od pierwszego wstawienia. Brania są bardziej wyraźne, pewniej zacinam i odławiam systematycznie rybki.
Co ciekawe brania są maksymalnie do minuty po zarzuceniu, każde uszkodzenie robaka na haku to brak wskazań. Moje łowienie to wręcz orka: zarzucenie, za chwilę przerzut. Ta taktyka jednak skutkuje, wyraźnie widać, że ja łowię a moi konkurenci - nie. Do tego ciągłe kombinacje z kolorem robaków, to jednak działa.
Używałem żyłki głównej 0,18 mm, haczyka nr 18 i przyponu 0,10 mm długości od 50 cm do 1 m, koszyka 20 g.

Marcin Kozubski, Kamienna Góra - zwycięzca zawodów

Feederem interesuję się od niespełna dwóch lat, dlatego dla mnie każdy kolejny start lub wypad na ryb to nowe doświadczenie. Zbiornik znam dość dobrze, ale przed zawodami nie miałem czasu na trening. Przygotowałem więc sprawdzoną mieszankę leszczowo-płociową doprawioną atraktorem Sweet of Ragona. Atraktor Team Dragon SWEET wybrałem sobie z puli rozdawanej podczas rejestracji na zawody. Uważam, że jest on idealnym rozwiązaniem do doprawiania na słodko mieszanek oraz sprawiania robaków. 
Atraktor Team Dragon SWEET wybrałem sobie z puli rozdawanej podczas rejestracji na zawody. Uważam, że jest on idealnym rozwiązaniem do doprawiania na słodko mieszanek oraz sprawiania robaków.Wylosowałem najpłytszy sektor podczas zawodów, głębokość w zakresie 2-3 metrów. Wędki zaklipsowałem na około 25. metrze, tutaj na dnie było znacznie mniej zielska i praktycznie zero zaczepów. Przeszkody miałem znaczne bliżej i to one utrudniały mi wędkowanie, a konkretnie hol ryby.
Przykładowe opakowania atraktora TDatraktor Team Dragon SWEET (nr kat. 00-30-71-33-0125) – efektywne połączenie słodkiego aromatu z delikatną nutą anyżową. Sprawdzony przy połowie dużych płoci i leszczy. Wypróbowany w wodach stojących i płynących. Przyspiesza przemianę materii i wzmaga apetyt u ryb.Brań miałem stosunkowo dużo, ale sporo ryb traciłem podczas holu. Nie pomagało nawet maksymalne uniesienie wędziska (wysoko ku górze) zaraz po zacięciu. Chciałbym tutaj pochwalić wędkę, na którą łowię. Od ponad roku stosuję wędkę Mega BAITS Black Shadow Feeder dł. 3,3 m c.w. 60 g - idealnie sprawdza się na łowiskach komercyjnych oraz (po zaaplikowaniu najmocniejszej szczytówki) podczas dłubania sportowych ryb na zawodach. Na Bukówce umożliwiała mi oddawać bardzo precyzyjne rzuty, a szczytówka wskazywała nawet najmniejsze dotknięcie przynęty przez rybę.
Jeszcze raz dziękuję za miła atmosferę i zdrową sportową rywalizację na zawodach.

Maciej Wypych, Kamienna Góra

Na zdjęciu atraktor Team Dragon SWEET (nr kat. 00-30-71-33-0125) – efektywne połączenie słodkiego aromatu z delikatną nutą anyżową. Sprawdzony przy połowie dużych płoci i leszczy. Wypróbowany w wodach stojących i płynących. Przyspiesza przemianę materii i wzmaga apetyt u ryb.

 Przygotowali:
Szymon Ciach, Waldemar Ptak
fot.: Natalia Rudnicka, Krzysztof Rudnicki, Waldemar Ptak

TOP