![]()
Artykuły katalog 2005:
- Królowa polskich rzek
- Szczupaki na miarę
- VIII Zawody Aktorów Wędkarzy
- Zanętowy MIX
- W klubie Dragona
- Medalowy wyścig

Artykuły z pozostałych katalogów - na stronie głównej CZYTELNI »
Artykuły z katalogów DRAGONA : KATALOG 2005 -
MEDALOWY WYŚCIG
POCZĄTEK SEZONU
W 2003 roku miałem bardzo nieudany sezon, przegrałem wiele imprez przez pecha, często przez złe decyzje taktyczne. Na rok 2004 jako główny cel postawiłem sobie zdobycie we wszystkich imprezach stu trzydziestu punktów, co powinno zagwarantować dobre miejsce w klasyfikacji rocznej. Zaczęło się niezbyt wesoło. W czasie Dolnośląskiego Pucharu Odry nie zdobyłem punktów. Dużo lepiej wypadłem podczas Pucharu Mietkowa. Wygrałem tam turę, co dawało 20 punktów do klasyfikacji rocznej. Doszło do tego w dość dziwny sposób. Właściwie zwycięstwo zapewniły mi cztery rzuty. Jak wiecie, rybą dominującą w zbiorniku Mietków jest sandacz i zawody rzeczywiście wygrywało się sandaczami. Tym razem stało się to jednak na wodzie o głębokości 40 centymetrów, a w dodatku ryby wzięły na przynętę uważaną powszechnie za szczupakową, na Slidera firmy SALMO. Łowiłem tego dnia dziesięciocentymetrowym pływającym modelem Green Tiger. Brania sandaczy w tak płytkim miejscu i na taką przynętę były olbrzymim zaskoczeniem dla większości moich rywali, ale nie dla mnie. Od dwóch lat tak bardzo wierzę w skuteczność Slidera i metody jerkowej, że na łodzi zawsze mam ze sobą wędzisko Dragona HM62 Jerk. Jest to dwumetrowy, trzydziestopięciogramowy kij idealny do łowienia kogutami, a jak się okazało również przydatny do małych jerkbaitów. Do tej wędki używam kołowrotka o stałej szpuli z plecionką 0,12 Sufix Hydrofine. Kiedy zauważyłem oznaki żerowania drapieżników na płytkiej wodzie natychmiast sięgnąłem po opisywany zestaw. Dwa sandacze i szczupak wyjęte w rekordowo krótkim czasie zapewniły mi zwycięstwo.
Nie był to na pewno przypadek. Wędkę ze sliderem przekazałem koledze z łódki, on, choć jak sam przyznawał nie miał pojęcia o łowieniu na jerki i technice ich prowadzenia również zaliczył komplet, wykonując niewiele więcej rzutów niż ja. Drugiego dnia zawodów, kiedy już wszyscy wiedzieli o moim wyniku, padło na slidery ponad dwadzieścia kompletów. Mogę się szczycić tym, że mimo tak rewelacyjnych brań żaden komplet nie dorównał mojemu ani czasowo, ani wagowo. Przypomnę tutaj, że masa złowionych przeze mnie ryb wynosiła ponad pięć kilogramów, na które złożyły się dwa sandacze o długości 64 i 50 cm oraz szczupak 69 cm.
Sławomir Kubasiewicz jest jednym z najlepszych polskich spinningistów. Od wielu lat zajmuje stałe miejsce w czołówkach rankingów zawodniczych. Rok 2004 będzie zapewne uważał za najlepszy lub jeden z najlepszych w karierze. Zdobycie tytułu Spinningowego Mistrza Polski i jednocześnie Wędkarza Roku to dowód na to, że dobry wędkarz potrafi po krótkim okresie słabych wyników powrócić na szczyt.
W KOŃCU MISTRZOSTWO
Następnymi zawodami były już te najważniejsze, Indywidualne Mistrzostwa Polski. W pierwszym dniu łowiłem na Wiśle poniżej Grudziądza, na wysokości miejscowości Nebrowo. Podczas treningu znalazłem tam bardzo ładną opaskę, długą na ponad trzy kilometry. Wraz z kolegami złowiliśmy wówczas na niej sporo ładnych okoni. Łowisko sprawdziło się również podczas mistrzowskiej imprezy. Spinningowałem troszeczkę inaczej niż inni. Stosowałem bardzo delikatny zestaw, z wędką HM62 Senso Zander 2,85 m c.w. 3-14 g, z plecionką HM62 o średnicy 0,06 mm. Niestety musiałem dołączyć przypon metalowy, ponieważ na treningu zauważyłem przy opasce wiele małych szczupaków. Na tej samej opasce zawodnik z Opola złowił osiem okoni i bolenia co dało mu drugie miejsce w sektorze. Nieco dalej znajdowało się niewielkie starorzecze, u podnóża którego miałem namierzoną najlepszą miejscówkę. Kiedy tam dotarłem zauaważyłem dwóch, już łowiących, wędkarzy. Dzieliło ich około 60 metrów, więc musiałem poprosić o zgodę na zajęcie stanowiska pomiędzy nimi. Jeden z zawodników odpowiedział, że nie ma problemu, ponieważ i tak nie mają brań. Pierwszy rzut wykonałem wędziskiem HM62plus Super Fast 2,75 m c.w. 5-18 g z sześciocentymetrowym Stingiem suspending w kolorze w kolorze BL. Już drugi rzut dał mi bolenia, więc śmiejąc się, powiedziałem do kolegów, że resztę ryb zostawię do ich dyspozycji i wróciłem na poprzednie miejsce. Tam złowiłem trzy kolejne okonie i ruszyłem na inne upatrzone łowiska. Dwie główki dalej, w klatce wydłubałem jeszcze więcej okoni - miałem już komplet. Wśród nich był też największy garbus mistrzostw o długości 34 cm. Wróciłem do wagi i zaliczyłem premię punktową za dwie godziny, co dało mi pewne zwycięstwo w sektorze.
Podczas drugiej tury łowiłem po drugiej stronie rzeki na wysokości Grudziądza. Zszedłem dość daleko od punktu wagowego. Była tam opaska, na której na treningu padły duże ryby. To był dla mnie najgorszy sektor, ponieważ najmniej go znałem. Po przybyciu na upatrzoną opaskę złowiłem jednego okonia, kawałeczek dalej pokazały się klenie i jazie, lecz nie mogłem ich skusić żadną przynętą. Przestawiłem się na okonie, do których połowu tym razem stosowałem wklejankę Team Dragon 2,75 m i żyłkę o średnicy 0,16 mm. Kawałek za opaską do Wisły wpadała mała rzeczka, którą przeszedłem bez problemu, ponieważ wody było zaledwie po kolana. Pierwszą główkę ktoś już zajmował, odczekałem chwilę, aż mój rywal postanowił zmienić miejsce. Rzucałem bardzo daleko, nawet do 50 metrów w kierunku nurtu. Dało mi to dwa wymiarowe okonie i kilka krótkich. W pewnym momencie na napływie, za moimi plecami, posłyszałem atak drapieżnika. Kilka rzutów obrotówką i już na HM-ie Super Fast wisiał półtorakilogramowy szczupak. Poczułem się wówczas bardzo komfortowo i może dlatego szło mi coraz lepiej. Dołowiłem kilka okoni, a na kolejnej główce, oddalonej od punktu wagowego o około 6 kilometrów, jeszcze jednego, półkilowego garbusa.
W czasie ponadgodzinnego powrotu do wagi zaliczyłem jeszcze jednego okonia. Przegrałem tylko z dwoma zawodnikami, którzy zgłosili komplety szczupaków. Miałem więc po dwóch turach 4 punkty i to nastrajało mnie bardzo optymistycznie przed trzecim sektorem, który uważałem za znany sobie bardzo dobrze.
Trzecia tura zaprowadziła mnie w pobliże miejscowości Szyny. Niedaleko punktu wagowego znajdowała się stara, szeroko rozsypana główka, usytuowana pomiędzy dwiema nowymi betonowymi ostrogami. Obie nowe budowle wodne były już zajęte, a nikt nie zainteresował się tą zniszczoną. Dla mnie właśnie ona była najciekawsza. Nie pomyliłem się. Rywale nie łowili nic, a ja na ich oczach holowałem okonia za okoniem, w sumie aż dwanaście sztuk ! Kiedy brania się skończyły pomaszerowałem około trzech kilometrów dalej. Miałem tam namierzony przelew z głębokim wcięciem w brzegu od strony napływu. Kręciły tam mocno prądy wsteczne i właśnie z nich wyjąłem kolejne cztery okonie. Na moich oczach zawodnik z Grudziądza miał wiele brań szczupaków, jednak ryby albo spinały się z haka, albo też nie spełniały wymogów wymiaru ochronnego. Podszedłem bliżej niego i prawie natychmiast złowiłem wymiarowego szczupaka. Przeniosłem się około 80 metrów powyżej i podałem przynętę we wsteczny prąd, tuż pod zwisający krzak. Zaczepiłem o gałązkę, jednak po przejściu na drugą stronę udało mi się uwolnić przynętę. Rzuciłem w kierunku rywala i wyjąłem szczupaka o długości aż 60 cm. Do końca tury miałem jeszcze godzinę. Wracałem powoli, zatrzymując się w ciekawszych miejscach. Ta spokojna taktyka przyniosła kolejne trzy garbusy. Waga 2650 gramów wystarczyła na wygranie i tego sektora. Mając w sumie pięć ujemnych punktów wiedziałem już, że po kilkunastu latach startów, po dwukrotnym otarciu się o tytuł, wreszcie zostałem Mistrzem Polski !
Na tych zawodach zdobyłem aż 58 punktów do klasyfikacji rocznej i to zdecydowało o kolejnym sukcesie, zwycięstwie w rywalizacji o tytuł Wędkarza Roku. Nie obyło się oczywiście bez walki, musiałem bronić się na jesiennych zawodach Grand Prix przed kilkoma z kolegów, którzy deptali mi po piętach.
Zakończenie sezonu było dla mnie równie przyjemne. Wygrałem Puchar Jesieni na Zalewie Koronowskim i tym wynikiem wskoczyłem na podium całego Pucharu Polski 2004. W ten sposób sezon, którego bardzo się obawiałem, i który zaczął się fatalnym startem, zakończyłem jako najlepszy w swojej karierze, głównie dzięki tytułowi Mistrza Polski, który zawsze był moim najważniejszym celem w spinningu sportowym.
Sławomir Kubasiewicz









