piszą o nas

  Artykuły katalog 2003:

  1. Szczupaki ze szwedzkich szkierów
  2. Profesjonalne przypony karpiowe
  3. Bałtyckie jigowanie
  4. Stary siwy kardynał
  5. Niespodzianki z fiordów

2007

Artykuły z pozostałych katalogów - na stronie głównej CZYTELNI »

nagłówek

Artykuły z katalogów DRAGONA : KATALOG 2003 -

NIESPODZIANKI Z FIORDÓW

O norweskich fiordach wiele słyszałem. Pomysłem wyjazdu zaraził mnie i Adama Heniu Tyszkiewicz, Arturktóry w Norwegii zakochał się jeszcze w latach 70-tych. Przy okazji spotkań na trociach czy dorszach barwnie opowiadał o pięknych krajobrazach i wspaniałych rybach kilkunastu gatunków. Wreszcie we wrześniu 2002 roku zmontowaliśmy silną drużynę pod przewodnictwem właśnie Henia i wyruszyliśmy. Świt pierwszego dnia zastał nas dopieszczających ostatnie detale sprzętu.

fot. Autor z najwiekszą rybą wyprawy

Zabraliśmy najnowsze morskie kije Dragona i pierwsze, jeszcze gorące, główki Gamakatsu BIG GAME dla całej grupy. Norweski test miał potwierdzić ich przydatność. Wreszcie wypływamy na wodę. Pierwsza niespodzianka spotyka nas przy próbie wypłynięcia z zatoki na Sognefjord. Przypływ jest tak silny, że nie możemy się wydostać przez falę wąskiego wlewu! Dopiero po godzinie napór wody słabnie i zaczynamy zabawę. Na początek - makrele. Te szybkie jak torpeda ryby biorą na "choinki" po kilka sztuk jednocześnie. W czasie holu niektóre się odpinają, pozostałe walcząc jak szalone strasznie plączą zestawy. Henryk namawia nas na przepłynięcie kilku kilometrów pod stromą skałę. Tam jest już głęboko, nawet ponad 100 metrów. Brań nie ma, są za to twarde zaczepy. Jeden z zaczepów Magdy ożywa i po kilkuminutowym holu okazuje się być ponaddwukilową AniaJurekmolwą, rybą z rodziny dorszowatych, przypominającą naszego miętusa. Po chwili ja informuję o zaczepie, podciągam ostro wędzisko i TO COŚ odrywa się od dna. Walczy, jest ciężko. Pompuję przez kilkanaście minut i wreszcie go widzimy.

fot. Czterokilogramowy lumb wyholowany przez Anię z głębokości 70 metrów

fot. Makrele złowione przez Jurka

Prawie półtorametrowy rekin! Wreszcie jest w łodzi, w moich objęciach. Już do końca wyprawy pozostał największym trofeum, za które Heniu nagrodził mnie piękną statutetką dla "Zwycięzcy Połowów Oceanicznych". BogdanChwilę później Jurek urywa linkę w swoim silniku i musimy wracać do domku. Przy zmiennej pogodzie w fiordach byłoby nierozsądne pozostawać na wodzie. Drugiego dnia zostajemy z Magdą w zatoce. Nie żałuję, bo na spinning, na 60 metrach, złowiłem kilka rdzawców, ryb podobnych po części do dorsza, po części do sandacza, a sposobem atakowania przynęty i walką, zupełnie przypominających tego ostatniego.

fot. Znany poznański wedkarz Bogdan Barecki z pięknym okazem rdzawca złowionego na główkę Gamakatsu i gumę Relax

Późnym popołudniem, gdy dwie pozostałezałogi wracają z fiordu, zwycięzcami dnia wybieramy Anię i Bogdana. Nałowili zdecydowanie najwięcej ryb, głównie molw i rekinów, a Bogdan w dodatku zaliczył największą sztukę dnia w trzech chyba gatunkach. Adam złowił piękną płaszczkę, ale tu Bogdan też nie oddał pola, łowiąc mniejsze, za to aż dwie. Środa to dzień Jurka i Henryka. Na "kołku", tak bowiem ochrzciliśmy namierzoną dzień wcześniej górkę podwodną, wyłowili całe stado niewielkich rekinów. W drodze powrotnej Jurek "wydłubał" jeszcze przy skałach kilka ładnych rdzawców. Tego dnia łowiliśmy tylko w piątkę, gdyż Ania z Adamem wybrali się na wycieczkę po przepięknej okolicy.

Wkomiks czwartek pogoda ciągle wspaniała, 25 stopni, słonecznie, prawie bez wiatru. Stary Norweg, właściciel domku, w którym mieszkamy, mówi, że tak ciepłego i bezwietrznego września nie było tu od 20 lat. Woda w zatoce, ze względu na brak mieszania, jest prawie zupełnie pozbawiona soli. To dlatego nie biorą dorsze, których dziesiątki łowił Henryk tuż pod domkiem w minionych latach. Po sztormie w samej zatoce można trafić na prawie 20 gatunków ryb! Tego dnia płyniemy od razu na "kołek". Pierwsi docierają tam Jurek z Bogdanem i rozpoczynają łowiecki festiwal kilkunastoma rekinami, złowionymi w ciągu godziny, na samym wypłyceniu. Brały na lekkie pilkery uatrakcyjnione mięsem makreli. Jurek, zaprzysiężony spinningista, spróbował też gumy, ale bez efektu. Kiedy zakomunikował autorytatywnie: "Bierze tylko na mięso", moja przekorna natura nie pozwoliła mi posłuchać rady. Sięgnąłem po sprawdzone zestawienie Relax + Gamakatsu i...w trzech rzutach miałem trzy brania rekinów, w tym dwa wyjęte! Na tym się jednak skończyło, później drapieżniki, jak zaklęte, pożerały wyłącznie zestaw "naturalny". Kiedy już wszyscy mieliśmy dosyć rekinów, przesunęliśmy łodzie dalej od szczytu górki, na głębokość 60-80 metrów. Efekt był piorunujący. Złowiliśmy kilkanaście molw i brosm. MagdaTa druga ryba, którą Norwegowie nazywają "lumb", to też przedstawiciel rodziny dorszowatych, jeszcze bardziej niż molwa podobny do miętusa. Na kolana rzuciła nas Ania, łowiąc przepięknego lumba o wadze ponad 4kg! Henryk też ustanowił tego dnia gatunkowy rekord grupy, prawie trzykilową molwą. Magda zdobyła tytuł "Królowej Karmazynów". Po kilku molwach i rekinach, złowionych na początku dnia, później wyciągała "pomarańczaka" co kilkanaście minut, choć jej zestaw nie różnił się od pozostałych. W drodze powrotnej mieliśmy jeszcze dwa ciekawe wydarzenia. Najpierw Heniu zaliczył zębacza, jedynego podczas tego wyjazdu, a kilka minut później ja, znów na zestaw spinningowy, wyholowałem makrelę o długości 41 centymetrów! W piątek Magda i ja pojechaliśmy podziwiać surową przyrodę Norwegii, a reszta ekipy z grubsza powtarzała schemat poprzednich dwóch dni: rekin, molwa, lumb, rekin...

fot. Znowu karmazyn ...

Ostatni, szósty dzień połowów stał pod znakiem rdzawców i makreli. Łowili je wszyscy, a dopiero po południu dwukrotnie wyłamał się Henryk. Najpierw przywiózł "do wagi" jedynego (!) dorsza całej wyprawy, a w następnym kursie na zatokę, na małego pilkerka obciążającego makrelową "choinkę", zapiął... łososia. Ten niestety nie chciał wchodzić w układy, wybrał 120 metrowy zapas żyłki i popłynął w swoim kierunku.

Norwegia mnie zauroczyła, wrócę tam wkrótce, nie tylko na ryby, ale też na wyprawę północ-południe, aby lepiej poznać niesamowitą przyrodę tego kraju.

Artur Szałkowski