piszą o nas

  Artykuły katalog 2004:

  1. Norweski test
  2. Daleko i płytko
  3. Jerkowe SALMO-tricki
  4. Urlopowe nęcenie
  5. Z kobietą na ryby

2007

Artykuły z pozostałych katalogów - na stronie głównej CZYTELNI »

nagłówek

Artykuły z katalogów DRAGONA : KATALOG 2004 -

NORWESKI TEST

Mirek ReterskiNorweskie wybrzeża Morza Północnego obfitują we wszystkie znane gatunki ryb występujące w północnym Atlantyku, a żyjące tu ryby z rodziny dorszowatych osiągają prawdziwie rekordowe rozmiary. Spotkać tu można poza dwucyfrowymi dorszami, wspaniałe molwy, rdzawce i lumby czy zębacze, ale prawdziwym królem tych wód jest czarniak, zwany również morskim łososiem.

fot. Mirek Reterski z pięknym dorszem

Nasz lipcowy (opisany na łamach WW) wyjazd na Lofoty tak dalece rozbudził nasze apetyty, że postanowiliśmy go powtórzyć na początku sierpnia. Tym razem wybraliśmy wody w okolicach Narviku, jeszcze bardziej na północ Norwegii. Mnóstwo nowości zaplanowanych na sezon 2004 i konieczność przetestowania ich w prawdziwie ekstremalnych warunkach spowodowały, że członkowie Teamu Dragon odpowiedzialni za testowanie sprzętu morskiego mieli w tym roku ręce pełne roboty. Na takich wyjazdach zdobywamy potrzebne doświadczenie i wiedzę, Krzysiek Markiszwykorzystywane następnie przy przygotowywaniu nowego programu. Tym razem obiektem testów są nowe morskie kołowrotki Dragona: Corsar 460HD i Impulse FD 380Baltic, plecionka i żyłka Corsar, morskie wędziska nowej serii Team Dragon i Corsar oraz nowe pilkery - Snake, Warior, Hammer i Tobiasz. Specjalnym testom poddajemy woblery Salmo z serii Giant Chubby. Stworzone specjalnie do łowienia w pionie, z myślą o podlodowych połowach amerykańskich sandaczy, nadspodziewanie dobrze sprawdziły się przy połowach dorszy w płytkich, bałtyckich łowiskach, często stanowiąc przysłowiową "ostatnią deskę ratunku". Teraz chcemy wypróbować je w wodach Morza Północnego.

fot. Krzysiek Markisz z czarniakiem

Radek ZaworskiNatychmiast po dotarciu na miejsce, nie bacząc na zmęczenie po długiej podróży, wypływamy na ryby. Wiemy już, że bałtyckie przyzwyczajenia polegające na poszukiwaniu dużych ryb tuż przy dnie, mogą tu tylko przeszkadzać. Dużych czarniaków, tych ponad 12 kg należy szukać w połowie wody, nad ławicami innych ryb. Szybko okazuje się, że sztuką jest takie poprowadzenie przynęty aby nie padła natychmiast łupem dwu lub trzykilowego dorsza, a nawet wyciąganie małych ryb ze stumetrowej głębi, to ciężka i wyczerpująca praca. Na szczęście na dużą rybę nie musimy czekać długo. Po godzinie od wypłynięcia z portu na nogi stawia wszystkich przeraźliwy wizg hamulca na kołowrotku Krzysia Markisza, nowym Corsarze HD460.

fot. Radek Zaworski z czarniakiem

Ryba zacięta tuż pod powierzchnią, ucieka z siłą parowozu w dół do samego dna, na 120-ty metr. Na nic próby powstrzymania ucieczki, dopiero po wyciągnięciu 100 metrów plecionki ryba zwalnia i pozwala sobie odebrać kilka metrów linki. Natychmiast jednak następuje kolejny atak i znów 40 metrów schodzi z kołowrotka. Do pokonania 120 metrów dzielących rybę od powierzchni - dla Krzyśka oznacza to jeszcze kwadrans ciężkiej pracy. W pół godziny po zacięciu, Krzysiek wyciąga naszego pierwszego seja. Wynik - 12 kg. Sprzęt spisał się znakomicie - Markisz jeszcze lepiej.

Radek Zaworski konsekwentnie łowi na woblery Salmo. Jego tajna broń to 14-sto cm wobbler Giant Chubby w kolorze green tiger. Po przezbrojeniu standardowych kotwic VMC na morskie Gamakatsu, przynęta wędruje do wody. Nagle tempo wysnuwania się linki z kołowrotka gwałtownie wzrasta - branie nastąpiło z opadu w okolicach 40-tego metra. Błyskawiczne zacięcie, wędka Team Dragon wygina się w pałąk i ryba równie błyskawicznie próbuje uciec ze swoją zdobyczą. Po 40 minutach holu ryba znajduje się wreszcie w łodzi - 15,5 kg. Tego dnia łowimy jeszcze siedem pięknych czarniaków, od 10-ciu do 16-tu kg, z tego trzy na woblera Salmo "Giant Chubby". Aby skutecznie łowić na woblery należy stosować nadzwyczaj sztywne i czułe wędzisko pozwalające na szybkie i skuteczne zacięcie. Idealnie wprost nadawała się do tego celu wędka Team Dragon 2.70, 70-250 g testowana przez Radka podczas całej wyprawy.

Trudno byłoby w tym miejscu opowiedzieć wszystko co przeżyliśmy podczas tego wyjazdu. Opisałem zaledwie hole dwóch złowione przez nas ryb spośród wielu, które wyjęliśmy z zimnych wód Morza Północnego. Tutaj każda ryba to kolejny sprawdzian i test naszego sprzętu w prawdziwie ekstremalnych warunkach. W pamięci zostały piękne brania, wspaniała walka i niezapomniane wrażenia jakie daje widok odpływających olbrzymów, którym po wyjęciu z wody zwrócono wolność. W ciągu tygodnia, w sześć osób wyjęliśmy z wody ponad setkę pięknych czarniaków, do tego kilkadziesiąt pięknych dorszy, molw i zębaczy. Jacek ChrościckiA teraz kilka informacji o sprzęcie, które mogą się przydać każdemu, kto będzie chciał ruszyć naszym śladem. Wędzisko 2.40-3.00 m o ciężarze rzutowym min. 100-250 gramów, w miarę lekkie, a jednocześnie bardzo mocne, najlepiej węglowe lub kompozytowe z dużą zawartością węgla, o parabolicznej akcji. Należy pamiętać, że często spinningujemy przez kilka godzin i zbyt ciężka wędka może nam zepsuć całą zabawę. Idealnie wprost sprawdziły się nowe wędziska morskie Dragona z serii Team Dragon i Corsar. Łowienie ryb przy ich pomocy bardziej przypomina spinningowanie niż ciężką, morską "orkę".

fot. Jacek Chrościckiz czarniakiem

Kołowrotek w rozmiarze minimum 50 lub 60, tak aby można nawinąć co najmniej 200-250 metrów plecionki 0,22-0,25 mm.Uwaga, ze względu na bardzo duże zasolenie niezbędne jest używanie kołowrotków przystosowanych do kontaktu z morską wodą. Należy bezwzględnie pamiętać, aby wszelkie kołowrotki podczas trwania wyprawy, od czasu do czasu przepłukać pod bieżącą, słodką wodą, a po powrocie do kraju dokładnie umyć i przesmarować. Testowane przez nas kołowrotki Corsar HD i Impuls Baltic, dzięki zastosowanym przy ich budowie nierdzewnym trzpieniom i łożyskom, nie zawiodły nas nawet przez moment i wróciły z wyprawy w znakomitym stanie. Na kołowrotku plecionka przystosowana do morskich połowów, najlepiej w jasnym, jaskrawym kolorze, np. żółtym lub pomarańczowym. Ułatwi to nam, a także (co bardzo ważne) naszym współtowarzyszom na łodzi, obserwację poczynań ryby w czasie holu, dzięki czemu łatwiej uniknąć wzajemnych splątań i zaczepów o zestaw sąsiada. Poza tym plecionka, dzięki prawie zerowej rozciągliwości, umożliwia nam lepszy kontakt z przynętą zanurzoną często w 100-metrowej głębi. Wspaniale spisywała się nowa plecionka Dragona z serii Corsar o średnicy 0.20 i 0.22 mm. komiksWychodziła zwycięsko ze wszystkich pojedynków, a po tygodniu intensywnego łowienia nie straciła niczego ze swych pierwotnych właściwości. Zdecydowanie gorzej na takich głębokościach spisuje się żyłka, tym niemniej należy przy sobie posiadać spory jej zapas do wiązania przyponów łączących plecionkę z przynętą. Jeżeli nie będziemy ich używali, pamiętajmy że plecionka ma przykry dla wędkarza zwyczaj pękania nie tam gdzie byśmy tego chcieli, a więc na węźle, tylko w zupełnie dowolnym miejscu - często nawet tuż przy kołowrotku. Grozi to nam jednorazową utratą całej nawiniętej linki, co pociąga za sobą konieczność sporych, a niespodziewanych wydatków.

Podstawową przynętą jest pilker - najlepiej w miarę płaski, lekko przegięty, tak aby w wodzie wykonywał ruchy zbliżone do ciężkiej błystki wahadłowej. Nie należy używać przynęt zbyt ciężkich, o wadze ponad 200 gramów, uniemożliwiają one bowiem brania z opadu, a także potrafią skutecznie obrzydzić całodzienne wędkowanie. Kolor w zasadzie dowolny - nie obserwowaliśmy, aby miał jakikolwiek wpływ na ilość zaciętych ryb. Sensacją okazały się jednak woblery Giant Chubby firmy Salmo, nikt z nas nie spodziewał się z ich strony tak nieprawdopodobnej skuteczności, nawet wtedy gdy wszystkie inne stosowane przynęty totalnie zawodziły. Używanie ich wymaga od wędkarza sporej cierpliwości z uwagi na dość powolne tonięcie, jednak uzyskiwane wyniki w pełni rekompensują tę drobną niedogodność. Na początku byliśmy nieco sceptyczni względem użycia woblerów przy połowie na tak dużych głębokościach. Jednak niezachwiana wiara Radka Zaworskiego w skuteczność budowanych przez siebie przynęt po raz któryś okazała się zaraźliwa i po kilku dniach wszyscy mieliśmy na swoim koncie po kilka ryb złowionych na nowego "Salmiaka".

Adam Schmid