piszą o nas

  Wyprawy, zloty i projekty :

nagłówek

Wyprawy, zloty i projekty -

TURAWA 2007

Nasza wspólna wędkarska wyprawa była rysowana w planach już w miesiącach zimowych. Wtedy to, siedząc z kolegami Piotrem i Łukaszem słuchaliśmy opowieści Rafała o zasobności zbiornika turawskiego w sandacze. Wspólne wędkowanie zaplanowaliśmy na początek czerwca, gdyż okres ten gwarantuje zawsze najlepsze żerowanie sandacza a woda w zbiorniku jest jeszcze przed zakwitem bardzo klarowna. Ostateczny skład drużyny skurczył się do Piotrka, Rafała i mojej osoby. Przygotowania do wyprawy nie trwały długo, gdyż każdy z nas jest zapalonym spinningistą i posiada pełne pudełka wszelkiego rodzaju przynęt spinningowych. Szybko okazało się, że moje pudełka z przynętami znacznie różniły się zawartością od pudełek chłopaków. Rafał z Piotrkiem preferowali głównie przynęty miękkie a ja zaś uparłem się na woblery.

Po długiej i męczącej podróży w końcu przywitała nas Turawa. Nad wodą byliśmy wcześnie rano tak aby w pełni wykorzystać cały dzień. Już po pierwszym spojrzeniu na jezioro, utwierdziłem się w słuszności wybranej metody łowienia; 20 km kwadratowych wody, rozległe blaty z małymi amplitudami głębokości będą idealnym poligonem do obławiania metodą trollingową. Z powodu nieparzystej liczby uczestników byłem zmuszony pływać sam.

Chłopaki już wcześnie pływali po jeziorze, więc postanowiłem pływać w okolicach wybranych przez nich miejscówek. Piotrek z Rafałem od razu ruszyli w zaznaczone na GPS-ie miejscówki. Po pierwszym rzucie Piotr zaciął i wyholował sandacza. Fakt ten bardzo optymistycznie nastawił nas do dalszych połowów. Pływając ponad godzinę na popularnej miejscówce, postanowiłem oddalić się od "tłumów" i poszukać ryb gdzie indziej.

Po dłuższym sondowaniu struktury dna, na końcu mojego zestawu zawisł executor 7 w kolorze RHP. przynęta doskonale utrzymywała pułap 4 metrów, pracując idealnie pół metra nad dnem. Zostało jeszcze dostosowanie tempa trollingowania. Co ciekawe pierwsze brania zanotowałem z dala od popularnych miejscówek a rybami, które skusiły się na woblera były szczupaki. Stały w typowych sandaczowych karczach, czyhając na wszystko co przepłynie w pobliżu. Waleczność jednego z turawskich szczupaków udało mi się cudem uwiecznić na zdjęciu. Ryby były wyjątkowo silne. Hol dwu kilowego szczupaka dostarczał wielu emocji. Ryba podczas jednego z wielu wyskoków uderzyła całym impetem w burtę łodzi. Nie ostudziło to jednak jej zapału do dalszej walki i dała się podebrać dopiero po kilku próbach.

Po przygodach ze szczupakami, postanowiłem obrać kurs w kierunku dawnego koryta rzeki Echosonda rysowała niezliczone ilości karczy a dno wydawało się wyjątkowo twarde. Czułem wyraźnie na swoim Team Dragonie do 42 g. jak wobler co jakiś czas uderza sterem w podwodne konary. Na szcźście przynęta typu Executor SDR z długim sterem skutecznie przeskakuje zaczepy umożliwiając dalsze trollingowanie. Uwalniając wobler z kolejnego karcza poczułem na dolniku wędziska gwałtowne i wyjątkowo mocne szarpnięcie. Moc wędki i szybkość prowadzenia spowodowały, iż ryba zacięła się sama. Pierwszy sandacz po krótkim i szybkim holu został sfotografowany i wypuszczony do wody. Na kolejne branie nie czekałem długo, gdyż przepłynąłem jakieś 40 metrów aby poczuć na wędce już znajome szarpnięcie. Dynamiczny hol uniemożliwił sandaczowi ucieczkę. Ciekawostką był fakt, że z paszczy 1.5 kilogramowej ryby wystawał tylko ster woblera. Tutejsze sandacze reagowały bardzo agresywnie na woblery, które z pewnością musiały być czymś nowym dla ryb. Piotrek i Rafał uparcie jigując na swoich miejscówkach zanotowali kilka brań. Jak się później okazało wyniki tego dnia, nie były zadowalające i większość wędkarzy spływała z wody "o kiju".

 

Około godziny 11 Rafał oznajmia, że nie ma sensu dalej łowić na 5 metrowych blatach i zmienia łowisko kierując się w stroń płytkiej wody, obarczonej znacznie mniejszą presją wędkarską. W zeszłym roku łowisko to, obdarzyło moich kolegów kilkoma ładnymi sandaczami. Ja również bez zastanowienia odkręciłem manetkę silnika aby jak najszybciej dotrzeć do kolegów. Chwilę po dopłynięciu na 2,5 metrową wodę, wzmógł się silny wiatr, dodatkowo pobudzając mój apetyt na łowienie. Wiedziałem bowiem, iż o tej porze roku, silne falowanie bardzo natlenia wodę i pobudza drapieżniki do aktywnego szukania pokarmu. Po upływie niecałej godziny moje przypuszczenia co do aktywności ryb sprawdziły się. Na płytkim podwodnym stoku wyholowałem ładnego ok. 3 kg. sandacza i stoczyłem na oczach kolegów przegraną walkę z pięknym szczupakiem. Killerem okazał się Executor 7 SDR w kolorze RHP, którego z wielkimi trudnościami wydobyłem z paszczy największej ryby.

Okazało się, że na Turawie sandacze brały tylko z trollingu. Łączny bilans dnia to 5 sandaczy i trzy szczupaki. Piotrek z Rafałem spłynęli do przystani z jedną rybą na łodzi. Pozostałe ekipy również nie mogły się pochwalić dobrymi wynikami. Miejscowi wędkarze opowiadali, że pierwsze dni czerwca były rewelacyjne i komplet sandaczy można było złowić w dwie godziny. Turawa jest wodą bardzo kapryśną z dużymi wahaniami poziomu wody dlatego warto jest łowić wtedy kiedy sandacz żeruje. Przed wyjazdem na zbiornik dobrze jest uzyskać informację czy sandacze "biorą" My już teraz planujemy październikową wycieczkę nad ten przepiękny zbiornik zaporowy.

Maciej Gałgański