![]()
Wyprawy, zloty i projekty :
Wyprawy, zloty i projekty -
ZLOT WĘDKARZY INTERNAUTÓW NAD DRAWĄ
styczeń 2008
Początek roku, nowy sezon, nowe możliwości. Niecierpliwie podchodzę do okna i patrzę w dal. A może by tak gdzieś pojechać, porzucać? Słyszę cichę plum. Sygnał z komputera, że przyszedł kolejny mail. Podchodzę do monitora i widzę zaproszenie. Czytam uważnie tekst. Zimowy zlot pstrągowy za dwa tygodnie w Drawieńskim Parku Narodowym. Od razu myślenie nabiera poprawnego rytmu. Zaczynam działać. Pierwsza myśl to odszukać wskazane miejsce na mapie.

Mijają godziny, dni. Przychodzą kolejne maile od kolegów. Jest coraz więcej szczegółów dotyczącyh wyjazdu. Od organizatora ze Szczecina przychodzą kolejne wiadomości i zapewnienia o ogromnych pstrągach jakie tam pływają w Drawie. Apetyt wędkarski jest fachowo, systematycznie podsycany przez organizatora. Cały czas nie mogę się zdecydować jaką wędkę zabiorę. Czeka mnie ponad 200 km jazdy samochodem w kilka osób. Kij musi być składany, żeby nie przeszkadzał w samochodzie i nie uległ uszkoszeniu. Postanawiam zapakować testowy kij z najnowszej serii Dragona HM69 o ciężarze wyrzutowym do 10 gram i długości 2,05m. Po złożeniu będzie pasować idealnie na tylną półkę w małej Hondzie, którą pojedziemy do DPN.

Pozostały sprzęt.
Kołowrotek to oczywiście multiplikator niskoprofilowy, który konstrukcyjnie móbłby poradzić sobie z potencjalnym pstrągiem opisywanym przez organizatora... . Kolejna ważna rzecz to linka. Zabać plecionkę czy żyłkę. Plecionka jest ostatnio taka modna, że wędkarze wręcz nie wyobrażają sobie łowienia bez plecionki. Z drugiej strony łowiłem pstrągi przez wiele lat na żyłkę i jakoś nie miałem z tym problemu. Ostatecznie decyduję się na żyłkę. Na jesiennym łowieniu głowacicy nad Popradem używałem żyłki Dragon Strong i okazała się bardzo mocną linką, odporną na przetarcia i chyba niewidoczna w wodzie. Wybieram Dragon Strong 0,22mm. Na niskoprofilowca wchodzi prawie całe 150m żyłki.
Ostatni tydzień.
Atmosfera caraj bardziej nerwowa. Za oknem już prawie nie ma śniegu. Jest powyżej 0 i świeci słońce. Wymarzone warunki. Byłe tak do końca tygodnia. Czwartek rano jeszcze świeci słońce. Po śniadaniu widzę lekką zmianę pogody. To na pewno przejściowe. Popołudnie. Zaczyna mrzyć. Pakuję do plecaczka ciuchy z Goratexu. Może być różnie. Ostatni element to odpowiednie wabiki. Decyduję się głównie na woblery. Produkcja Salmo i kilka wyrobów rzemieślniczych. Zabieram kilka obrotówek f. HRT i dwie małe wahadłóweczki które dostałem kiedyś od trenera kadry narodowej Roberta Taszarka, tak na wszelki wypadek. Nie zapominam o moich ulubionych półokrągłych agrafkach z łożyskowanymi krętlikami.
18 stycznia
Wstaję rano o 6. Jest jeszcze ciemno. Wychodzę na dwór z pieskiem. Pada. To przejdzie mówię sobie. Godzina 7. Odpalam samochód i jadę do Poznaia gdzie mam się przesiąść do samochodu kolegi. Deszcz jakby lekko przechodzi.Tylko mrzy. Jedziemy w trójkę. Mijają kilometry. Gdzieś po 100 km wychodzi słońce. W samochodzie radość. Będzie dobrze. Niestety po wjechaniu do parku znowu mrzawa. Dojeżdzamy. Jest już kliku kolegów. Wszycy stoją przed hotelikiem i jakby nie zwaracają uwagi na zimny deszczyk i przenikający chłód. Twardziele. Rozpoczyna się przegląd sprzętu. HM69 wzbudza zaintereowaniu. Przechodzi z rąk do rąk. Postanawiamy założyć kołowrotek. Pierwsze rzuty na łące. jeden z kolegów próbując wyrzutu posyła przynętę dalego w gałęzie stojącej na lini rzutu brzózki. Psia kość, nie wiedziałem, że z tego tak daleko leci, mówi.

Pierwsze grupowe wyjście nad rzekę. Piękna górska rzeczka porośnięta takim niskim grandem olchowym. W okolicach brzegów leżą jeszcze tafle zmrażonego śniegu. Grupa lekko się rozchodzi. Ich kroki słychać na kilkometr. Odchodzę z kolegą dalego w górę rzeki. Niestety nie mamy kontaktu z rybami. Całe popołudnie poświęcam z kolegą na rekonesans rzeki i sprawdzenie jak zachowuje się HM69 w warunkach łowiska. Przy całej wspaniałej sceneri kilka czynników utrudnia nam łowienie czy wręcz rzucanie. Pierwszym i podstawowym czynnikiem są pozostałości zmrożonego śniegu nad brzegami, które po nadepnięciu płoszą ryby. Kolejna rzecz to ciągle padający deszczyk od mrzawki do okresowych mocniejszych opadów. Poza tym brak listowia czyni nas widocznymi dla przepływających ryb. Natomiast wszechobecne krzaki i gałęzie wymuszają stosowanie odpowiednich technik rzutowych typowych dla takich warunków.
W kilku miejscach okazują się skuteczne obrotówki.Wychodzą do nich nieduże pstrągi. Woblerki są jakoś ignorowane przez pstrągi. Stołujemy się po drugiej stronie wiejskiej uliczki u przemiłej gospodyni. Jemy obiady w dużym pokoju. Podczas obiadu omawaimy wyniki i szukamy przyczyn, powodów tak słabych brań. Koledzy zwracają uwagę na bardzo wysokie ciśnienie, deszcz i ogóle trudności z bezszelestnym podejściem do brzegów.

Do rozmowy przyłącza się dorosły syn gospodyni. Opowiada o parku i jego zasobach. Porównuje nasze wyniki z rezultatami miejscowych łowców. W trakcie wymiany zdań możemy dowiedzieć się jaki jest stosunek tubylców do ryb czy zwierzyny. Opowieści autoktona przerażają jedzących. Na koniec rozmowy zrzuca całą winę za brak ryb w rzece na niedobre wydry, które paskudne wyjadają całe pogłowia pstrągów, lipieni i dużych sumów, które rzekomo mają się kryć po dołach Drawy. Nie chcąc urazić gospodarzy obracamy wszystko w żart. Po obiedzie wychodzimy na podwórko zapalić papierosa i zaczynamy rozumieć troszę bliżej lokalną rzeczywistość.
Wstajemy rano i ustalamy nowe miejsce połowu. Wsiadamy w czwórkę do auta i jedziemy lokalnymi dróżkami, mijamy dużą fermę hodującą daniele i dojeżdzamy za mostem do rzeki. Drawa jest tam jakby szersza i wdaje się miescami głębsza. Od razu przystępujem do łowienia. Jeden kolega stosuje metodę muchową, a pozostali rzucają z castingu. Jeden nieuważny rzut i woblerek zahacza o zwisającą gałąź. Mimo różnych prób zrywam zestaw. To pierwszy wobler starcony na tej wyprawie. Był to mój ulubiony rzeźnik w czarnym kolorze z żółtymi kropkami. BE w/g katalogu Salmo.
Na zlocie pada kilka niedużych pstrągów. Zestaw castingowy zbudowany na kiju HM69 okazuje się bardzo dobrym rozwiązaniem na takie rzeki i pstrągi. Jest kilkakrotnie trwalszy od tradycyjnych rozwiązań i nie skręca żyłki. Pozwala lepiej czuć wabik, branie ryby i zapewnia pewniejszy hol. Poza tym nie trzeba tak często wymieniać kołowrotka.
Jestem przekonany, że w za rok pojedziemy tam ponownie. Wszyscy byliśmy zauroczeni miejscem, rzeką urokiem parku. Wszystkie wypuszczone pstrągi podrosną i z nowym sezonem będą tam czekać na nas. Od marca w parku rozpoczyna się sezon lengowy ptactwa i nie wolno wędkować. Natomiast od lipca ruszają dzikie hordy kajakrzy liczonych w tysiącach przepływających łodzi. Łowienie w takim towarzystwie było by o wiele gorsze i trudniejsze niż podczas padająego styczniowego deszczu. Do zobaczenia za rok!
Andrzej Nowik









