Ach, te duże pstrągi

SPIS TREŚCI

Nowy sezon trwa w najlepsze, na Pomorzu od 3 miesięcy, na południu od 2. Czas łowić pstrągi. Pogoda sprzyja.

Niejeden z nas przerabiał nogami przez całą zimę chcąc wyruszyć na spinningowanie, niecierpliwie odczekując wyprawy po kilkanaście razy układał w swoich pudełkach woblery, wahadłówki, obrotówki, gumy, pierzaki i myślami wędrował po znanych sobie stanowiskach pstrągów. W myślach po kilka razy skradał się w krzakach do burty, w upatrzone miejsce na wewnętrznym i zewnętrznym zakręcie, do zwalonego pnia leżącego na ulubionym zakręcie rzeki – w takich miejscach zazwyczaj woda wymywa głęboką jamę. Gdy jestem nad rzeką pstrągową, modlę się, aby być nad wodą samemu. Powodów szukania samotności jest kilka. Jeden z nich, to jak już każdy pstrągarz wie, ryba ta jest bardzo płochliwa i wszystko, co się jej nie podoba jest przez nią skrupulatnie analizowane. Co za tym idzie? Staje się znacznie trudniejsza do złowienia. Pisząc to, nie myślę o pstrągach 30-kach. Na myśli mam czterdziestki i dłuższe, nazywane „grubymi” lub „profesorami”. Oczywiście, 40-tak nie zalicza się jeszcze do tych grubych pstrągów, ale przechytrzenie takiego należy uznać za sukces. Nadszedł długo oczekiwany, jeden z lepszych okresów na te ryby. Złowienie „profesora” czy podejście go na odległość rzutu zaliczam do nie lada wyczynu.


Dużego pstrąga będzie nam trudniej złowić niż 30-taka, gdyż duże ryby te zajmują przeważnie głębsze miejsca bądź dostęp do nich jest utrudniony, a nawet niemożliwy z powodu niedostępności terenu i braku dojścia do nich, do ich ostoi lub czatowni.

Taki „profesor” już nie jedną przynętę i całą armię wędkarzy w swoim życiu widział. Ryba tej wielkości musi żyć kilkanaście lat, a w tym czasie wielokrotnie ukłuła się wędkarskimi kotwicami, uwolniła się z najlepszych i „niezawodnych” przynęt, przechytrzyła najbardziej doświadczonych pstrągarzy, ignorowała najwymyślniejsze przynęty. W tej sytuacji, często jedyną metodą podejścia go jest zbliżenie się na odległość rzutu od ogona, co realizuję idąc w górę rzeki, zachodząc rybę od tyłu. Ale pamiętajmy, że i tak musimy się dosłownie podkradać do stanowiska ryby, gdyż pstrąg ma oczy „dookoła” głowy, jest niesamowicie spostrzegawczy i czujny. My też tacy musimy być, czujni, spostrzegawczy i poruszać się bezszelestnie, a rzuty koniecznie muszą być ciche i precyzyjne. Nierzadko robię to na kolanach, aby jak najdłużej pozostać niewidocznym dla ryb, z pomocą ubrania i powolności ruchów próbuję wtopić się w otoczenie. Wiem z własnego doświadczenia, że takie poświęcenie opłaca się.


Duże potoki nie przepuszczą rybce, która zbliża się do jego stanowiska. A gdy na dodatek ta rybka spływa z nurtem wizualnie wyglądając na ranną, chorą lub w ogóle porusza się wolno, niemrawa – atak pstrąga na taki „obiekt” jest pewny. Tę słabość potokowca wykorzystuję w mojej technice prowadzenia przynęty. Idąc w dół rzeki podejście jest bardziej utrudnione, ponieważ pstrąg jest wybitnym wzrokowcem zamieszkującym czyste wody, więc wzrokiem kontroluje duży obszar wokół swojego stanowiska. O naszej obecności będzie wiedział szybciej, niż my domyślimy się jego obecności lub wypatrzymy jego potencjalną kryjówkę. A jeśli nawet uda się go podejść i będzie on już wiedział o naszej obecności, to najczęściej brania się nie doczekamy i co najwyżej zobaczymy piękny cień ryby przepłoszonej dosłownie spod naszych nóg; ryba ucieknie w nurt rzeki. Pamiętajmy o wypłycenich jak i samych łachach piaskowych, gdzie często lubią stać nawet w bardzo płytkiej wodzie. W miejscach, gdzie głębokość oscyluje wokół 1 m bankowo zakładam obecność dużej ryby. Na pewno wielu z was przeżyło ekscytujące zdarzenie, podczas gdy piękny pstrąg odprowadza wam woblera pod same nogi. Niestety, wobler dopłynął do brzegu i trzeba było wyjąć go z wody i na kontakcie wzrokowym z rybą się kończyło. Mam i na takiego pstrąga sposób. Starajcie się wtedy już blisko brzegu woblera tak poprowadzić, aby sterem lub kotwiczkami zahaczał o dno i tym samym wzbijał obłoczki piasku lub mulistego nalotu na dnie. Większość dużych potoków odprowadzających moją przynętę właśnie w ten sposób skusiłem do brania. Spinningując przynętą miękką robię ten sam trik. Należy jednak pamiętać, że duże pstrągi zachowują się nieprzewidywalnie, stąd i my nigdy nie będziemy pewni ich zachowania w dany dzień nawet na znanej sobie miejscówce. Dla mnie ta nieprzewidywalność jest piękna i tworzy urok pstrągowych łowów. Nigdy nie wiadomo, jaka przynęta i technika prowadzenia im się spodoba, przypadnie do gustu. Na duże pstrągi mam kilka przynęt „pewniaków”, są to imitacje małego pstrąga potokowego, strzebli potokowej i uklejki – na okres, gdy wiosna do nas zawita w pełni. Równie znakomicie spisują woblery firmy Salmo: Minnow i Executor - to moje killery na zimowe i wczesnowiosenne „profesory”. Sprawny, ambitny pstrągarz nie jest pozbawiony atutów nawet w pojedynku z największym pstrągiem w okolicy, a są to pozostanie nad wodą niewidzialnym (pamiętać należy o odpowiednim maskującym ubraniu) i dyskretne zachowanie, które pozwoli na podejście tego jakże sprytnego drapieżnika. Jeśli Wam się to uda, wkrótce zobaczycie atak grubego pstrąga na Waszą przynętę.

Krzysztof Kriss Tonder

TOP